Wigilijna opowieść

Przeczytajcie jak krótko przed wigilią dwóch myśliwych miało „objawienie” i co z tego dla ich koła wynikło.

Prezes zarządził, że polowanie wigilijne musi być „wyjątkowe” i należy powrócić do ścisłej tra­dycji łowów w dniu Wigilii. Dlatego już w połowie listopada zarząd zebrał się na naradę celem omówienia har­monogramu przygotowań i przebiegu spotkania.

– Tym razem osobiście poprowadzę – oznajmił już na wstępie prezes tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Łowczy będzie mi pomagał, a Lutek odpowiada za nagankę. Hirek z Marianem odpo­wiedzialni są za załatwienie opłatków dla zwierzyny, a leśniczynę poprosimy, by barszczu ugotowała. Na następ­nym zarządzie zrobimy losowanie, kto komu prezent przygotuje tak, by każdy drobny upominek dostał. Aha, i żeby mi żadnych środków wzmacniają­cych tym razem nie było, bo o dwu­nastej kończymy i wracamy grzecznie do domu, żeby z pierwszą gwiazdką do stołu z rodzinami zasiąść. Następny zarząd zarządzam w połowie grudnia. Zamykam posiedzenie – rzekł i sięgnął do torby po kiełbaski z dziczka, co go na hubertowskim nie wiadomo jakim cudem trafił.

A ponieważ był to pierwszy czar­nuszek prezesa od co najmniej dekady, musieliśmy wyroby zdegustować, ocenić i trzy razy pochwalić – żeby dzik wie­dział, iż go nie psy jedzą…

Po dwóch godzinach degustacji pre­zes rozmarzył się całkowicie:

– A może by tak jeszcze mszę rano w lesie odprawić?

Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni. Wprawdzie krótki okres, gdy prezes pra­cował w jedynej słusznej partii czasów słusznie minionych, był już hen daleko, ale wszyscy wiedzieli, że nasz szefu­nio nie jest zbyt gorliwym katolikiem, a tu i opłatek proponuje, i jeszcze mszę chce organizować? Lutek od razu poro­zumiewawczo mrugnął okiem i teatral­nym szeptem poinformował: […]

Cały tekst w grudniowym numerze „Łowca Polskiego”

Marian Tomiak / il. Michał Nowakowski

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter