Wilcze doły

Gdy wspominamy dni spędzone w kniei, przed oczyma stają nam również towarzysze łowieckich przygód, którzy dziś polują w drużynie świętego Huberta.

Szlachcic Błażowski w kultowym serialu „Czarne chmury” mawiał: „Ja go bukłaczkiem, a on mi wilcze doły”. W naszym gronie to powiedzenie funkcjonuje od lat w różnych kontekstach. Jednym z nich jest określenie Wilcze doły na coś, co jest strasznie daleko.

Któregoś czerwcowego dnia wybrali­śmy się w takie miejsce. Tym razem skład był skromny. Francesco, który jeszcze wtedy nie polował, ale dzielnie towarzy­szył nam w naszych wyprawach, Eduardo i ja. O poranku zapakowaliśmy strzelby, walizki, dwie skrzyneczki złocistego napoju, skrzyneczkę białego wina, tego 40-procentowego, pociągnęliśmy zapałki, kto poprowadzi i ruszyliśmy na rubieże naszej Rzeczypospolitej.

W miarę szybko przebiliśmy się przez Śląsk, w czym pomocna była moja zna­jomość bocznych uliczek, i już wczesnym popołudniem przejeżdżaliśmy pod klasztorem Kamedułów, podzi­wiając widoki i słuchając kiszek już grających marsza. Do Pilzna udało się wytrzy­mać, po czym w znanym wszystkim kierowcom barze miejscowej firmy mięsnej skonsumowali­śmy po niemałej porcji świńskiej nogi, u nas zwanej „golonką”, a tutaj „golonkiem”.

Różnica semantyczna niewielka – grunt, że smak znakomity.

Pod wieczór stanęliśmy na krótki popas gdzieś pod Łańcutem. Uzupełnili­śmy zapasy, wymieniliśmy skrzyneczkę na nową i ruszyliśmy ku wilczym dołom.

Po drodze przejął nas Cherubinek, prezes jednego z kół, który gospodarzem jest znakomitym. Powiódł nas krętymi drogami powiatu do chatki Adasia Pyr­lum-Pyrlum – nie mniej znamienitego nemroda, wyśmienitego strzelca, kyno­loga, gawędziarza i nader życzliwego człowieka.

Drewniana chata położona nad rzeczką w urokliwej wsi oczarowała nas od pierwszego wejrzenia.

– Rozgośćcie się. Macie pierwszeństwo wyboru, bo jesteście pierwsi – rzekł gospodarz, po czym, widząc nasze zdziwione spojrzenia, dodał: – Dojedzie jeszcze trzech kolegów spod Krakowa.

Ledwie to rzekł, pod bramkę drewnianego ogro­dzenia podjechał samochód. Wysiadło z niego trzech sporo młodszych od nas myśli­wych i z głośnymi okrzykami radości ruszyło ku Adasiowi. […]

Sergiusz Piasecki / il. Michał Nowakowski

Cały tekst w październikowym numerze „Łowca Polskiego”

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 19 Oct 2017

    • 17 Oct 2017

    • 16 Oct 2017

    • 15 Oct 2017

    • 14 Oct 2017

    • 13 Oct 2017

    • 11 Oct 2017

    • 10 Oct 2017

    • 9 Oct 2017

    • 9 Oct 2017