Z myśliwskiego kociołka

Bigos na dziczyźnie czy aromatyczny żur na narogach nigdzie nie smakują tak wybornie jak w kniei, przy ognisku, w przerwie wielkich łowów. 

Nikt nie opisał posiłku po polowaniu z takim talentem jak Adam Mickiewicz. W IV Księdze „Pana Tadeusza” zatytułowanej „Dyplomatyka i łowy” czytamy:

„Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,

Zbrojni łyżkami, biegną i bodą naczynie,

Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,

Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów

Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów”.

Posiłki szczególnie uroczyste, pod namiotem i przy stołach nakrytych białymi obrusami, wydawano na cześć cara Mikołaja II, polującego w Puszczy Białowieskiej. W czasach II Rzeczypospolitej w tych samych łowiskach gościł prezydent Ignacy Mościcki i do naszych czasów zachowały się jego zdjęcia, wykonane podczas biesiady w lesie, w towarzystwie znakomitych gości, m.in. doskonałego myśliwego Karola księcia Radziwiłła.

Dziś smakowity posiłek, przygotowany według przepisów kuchni myśliwskiej, a podany w kniei w przerwie polowania, stwarza dla myśliwych tak potrzebną okazję do uporządkowania wrażeń. Jedni przyjmują wtedy gratulacje za celne strzały, inni mają okazję, by usprawiedliwić się za kiepską skuteczność. Nawet ci, którzy przez cały dzień nawet nie widzieli zwierza, skosztowawszy gulaszowej z kociołka, wrócą do domu w pełni usatysfakcjonowani.

BM

     

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter