Złote łopaty

Czasami polowanie ma prawdziwie sensacyjny scenariusz, bo cel udaje się osiągnąć dosłownie w ostatniej chwili.

Niekiedy święty Hubert poddaje myśliwego szczególnej próbie. Sergiusz Piasecki opisuje jak nie strzelił do wykładanego dzika, gdyż wszystko postawił na jedną kartę. Polował na byka daniela i strzelił go u schyłku ostatniego dnia sezonu.

Złote łopaty – Sergiusz Piasecki

Był taki, niekrótki, czas w życio­rysie Redaktora, że mieszkał na wsi. Tydzień pracowicie spędzał w stolicy, a weekendy na pro­wincji. Miało to swoje dobre strony, miało i złą – trudniej było mu polować. Kiedy bowiem wracał do domu, Kobieta mało chętnie patrzyła na jego wypady do lasu.

– Jesteś w domu dwa dni w tygodniu, a jeszcze uciekasz do lasu – mruczała, a czasami nawet głośno wyrażała swoje niezadowolenie, gdy w sobotę pakował się na kolejną zbiorówkę lub wieczorem pod dom podjeżdżali koledzy, by sobot­nią noc spędzić razem na nęcisku czy podchodzie po ściernisku.

W okręgu, gdzie mieszkał, daniele występowały tylko w jednym obwodzie – OHZ Lasów Państwowych. Kilka lat wcześniej poznał leśniczego i parę razy gościł w jego leśniczówce, a raz czy dwa zasadzał się nawet na czarnego zwie­rza z ambony zwanej „Ślubną”, gdyż stawiał ją starszy myśliwy, owdowiały od wielu lat, w tygodniu poprzedzają­cym jego drugi ślub.

„Ślubna” Redaktorowi szczęścia nie przyniosła, ale te wypady pozwoliły zaprzyjaźnić się z Reniem i jego rodziną zakręconą na punkcie łowiectwa. Renio od trzydziestu lat prowadził OHZ, a jego żona Krystyna oprócz naturalnego w takich przypadkach prowadzenia kwatery była zauroczona muzyką myśliwską, zmuszając od naj­młodszych lat dwóch synów do ćwiczeń z sygnałówką.

W leśniczówce panowała zawsze wspaniała atmosfera, a dziczyzna serwowana przez Krystynę smako­wała lepiej niż to, co robią Russak i Makłowicz razem wzięci. Zrazy z dzika czy pieczeń z daniela mogłyby być podawane w ekskluzywnych lokalach. A już jej dzik z pieca chle­bowego do dziś nie ma sobie równych w Polsce.

Redaktor lubił tam przesiadywać, tym bardziej że przełożony Renia, nadleśniczy Stanisław, też był człowie­kiem nie z dzisiejszej epoki. Życzliwy, kompetentny, koleżeński. Przesiedzieli pod rozległą gruszą na podwórku nieje­den wieczór, gadając – jak to się mówi – o polowaczce i życiu.

Wreszcie, po kilku latach znajomości, którejś wiosny Redaktor odważył się zapytać:

– Staszek, sprzedałbyś mi odstrzał na daniela?

lowiec_baner_09_2016_2 lowiec_baner_09_2016_3

Sergiusz Piasecki / il. Michał Nowakowski

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter