Zrób sobie puszczę

Naszych „zielonych braci” nie obchodzi, że las jest dla okolicznej ludności jedynym żywicielem.

Na siłę chcą organizować miejscowym życie według swoich zasad, w których rower i jarmuż to przedmioty kultu.

Mądry leśniczy zawsze zostawiał kilka oddziałów bez cięć, żeby zwierzyna miała ostoję, a jego zwierzchnik najczęściej się na to godził. Drzewa tam rosły poza wiek rębny, krzewy gęstniały, runo buchało i zwierz miał spo­kój, bo nikt się nie ważył polować w ostoi. Zdarzało się nieraz w naszej historii, że całe połacie tak „zapuszczano” – jak lubią mawiać nasi „zieloni bracia” – a las zmieniał się w puszczę. To, czego dzisiaj próbują bronić mistrzowie od dzikich adopcji, dawno zostało już ocalone przez… polowania.

Gdy Białowieżę i okolice przejął na własność car, nakazał urządzić „ochotnicze cho­ziajstwo” i zrobić tam raj dla myśliwych. Zabronił wycinać zdrowe drzewa; nakazał usu­wać posusz, wykroty i wiatrołomy; dla zwierza powalać osiki, by ten mógł ogryzać korę. Tak właśnie świetliste dąbrowy wyrosły w pomniki, a dziś trzystuletnie sosny leśnicy zwą „carycami”.

Zmieniały się czasy, padały ustroje, a pasja myśliwska przetrwała. […]

Cały tekst w lipcowym wydaniu „Łowca Polskiego”

 

Paweł Biliński / fot. Rafał Łapiński

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter