fot. arch. Alicji Milewskiej

Alicja w krainie łowów

0
187

Antyczną boginię łowów postrzega jako kobietę, która w świecie zarezerwowanym tylko dla mężczyzn zawalczyła o równouprawnienie w dążeniu do realizacji życiowej pasji – łowiectwa.

Alicja Milewska, prezes Podlaskiego Klubu Dian, na złośliwe pytania, czy nie żal jej biednych sarenek, odpowiada ze stoickim spokojem, że nie, bo… strzela tylko do samców.

Gdy wysiadła z fiacika, dumy PRL-owskiej motoryzacji, i spojrzała w stronę czerniejącej na zaśnieżonym polu gruszy, dostrze­gła żerującą watahę.

– Dziki! – krzyknęła i z emocji trza­snęła drzwiami.

Arkadzik, a właściwie pan Arka­diusz Gruszewski, nemrod z białostoc­kiego koła „Jedność”, ciężko westchnął i przeciągle popatrzył na efektowną blondynkę w lekkiej kurteczce i koza­czkach, która dla rozgrzewki zaczęła podskakiwać, wymachując przy tym raźno ramionami. Przeniósł wzrok na kolegę po strzelbie i przyszłego męża blondyny w jednej osobie:

– Drewno do lasu wozisz. Baba powinna nocą pod pierzyną leżeć i łóżko grzać, a nie płoszyć… kopki siana.

Pani Alicja Milewska, o niej to bowiem była mowa, w duchu podziękowała Bogu za to, że w bla­dym świetle księżyca nikt nie mógł dostrzec jej rumieńców, nie wywoła­nych wcale siarczystym mrozem.

Inna zapewne by się zniechęciła. Ali­cja powiedziała sobie jednak: „Co to? Czyżbym była gorsza od facetów?”. I już następnego dnia kupiła „Vademecum myśliwego” Stanisława Godlewskiego. Gdy Arkadzik zobaczył ją podczas kolej­nej pełni, nie potrafił ukryć zdziwienia.

– Ty naprawdę chcesz polo­wać? […]

Cały tekst we wrześniowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec / Polowanie i myśliwy.

Reklama