fot. Rafał Łapiński

Ambona w krajobrazie

0
485

Przez całe wieki nikt prócz kłusowników nie myślał o wchodzeniu na drzewa, kryciu się, maskowaniu i strzelaniu do zwierza jak tchórz.

Zaczęło się od tarasów dla publiczności obserwującej pogoń za jeleniem. Tak było w średniowieczu, gdy dzielni książęta galopowali konno na złamanie karku, szukając chwały poza polem bitwy, a panny dworu, które akurat nie dosiadały, z zachwytem podziwiały zmagania młodzieńców.

Wiadomo, że z podwyższenia widać zawsze więcej, jest tam też bezpieczniej, więc po co ryzykować?

Przez całe wieki nikt oprócz kłusowników nie myślał o wchodzeniu na drzewa, kryciu się, maskowaniu i strzelaniu do zwierza jak tchórz. Wszystko zmieniło się po Wiośnie Ludów i pruskiej reformie prawa łowieckiego. Na małym spłachetku
 75 hektarów (do dziś to podstawowy niemiecki obwód łowiecki) albo tobie się uda, albo zwierza ustrzeli twój sąsiad. Tak zaczął się wyścig na czatownie.

Nic dziwnego, że właśnie w Niemczech powstały całe podręczniki budowy ambon. Od parasoli nad siedziskiem, przez zwyżki, drabiny, zadaszone platformy, ocieplane czatownie i zamykane na klucz ekskluzywne rezydencje na palach. Wszystko wymierzone, wyrysowane, wyliczone w kosztach budowy i z instrukcją eksploatacji. Niemcy twierdzą jednak, że …[…]

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot.

Reklama