Anglik na bagnie

0
53

Wiele legend krąży wokół generała Adriana Carton de Wiarta, który mieszkał przez dwadzieścia lat na Polesiu.

Często wspominano tę postać, a w końcu przetłumaczono z angielskiego książkę generała „Szczęśliwa odyseja”, która pozwala poznać życie tego zafascynowanego Polską arystokraty.

Generała Carton de Wiarta opisał Norman Davies w książce „Orzeł biały, czer­wona gwiazda” w ten sposób: „Ten niezniszczalny wojownik – który stracił oko w Somalii w 1898 roku i rękę pod Ypres, miał przestrzelone płuco w Afryce Południowej, czaszkę i nogę w kostce nad Sommą, dostał postrzał w biodro pod Passchenda­ele i w nogę w Cambrai – posiadał wszystkie kwalifikacje ku temu, aby wywrzeć wrażenie na oficerach pol­skich, z którymi miał współpracować. Był zamożnym arystokratą, kosmopo­litą, katolikiem, bohaterem i wiecznym ryzykantem. Należał do nielicznego grona cieszącego się zaufaniem pełnego rezerwy Piłsudskiego. Po raz pierwszy przybył do Polski w lutym 1919 roku jako brytyjski członek misji alian­tów do Galicji Wschodniej. Od tego momentu jego życie to seria przygód. Pewnego razu zdarzyło się, że razem z generałem Mannerheimem, przyszłym prezydentem Finlandii, sekundował w pojedynku w Klubie Myśliwskim w Warszawie; wkrótce potem został złapany na przemycie broni z Buda­pesztu ukrytej w wagonie sypialnym. W październiku 1919 roku rozbił swój samolot, lecąc nad Litwą; w maju 1920 rozbił go ponownie podczas lotu do Kijowa. W sierpniu 1920 roku odparł pod Mławą oddział kozackich maruderów ze stopni jadącego pociągu obserwacyjnego, przy czym uniesiony zapałem spadł w pewnej chwili na tory. Zgodnie z etosem tamtej epoki był bardziej polski od Polaków”.

Wieloletnia przygoda generała Carton de Wiarta na polskiej ziemi zaczęła się od odwiedzin swojego adiu­tanta z wojny 1920 roku, czyli księcia Karola Radziwiłła, właściciela ordynacji dawidgródeckiej na Polesiu. Tak wspo­mina generał swoją poleską przyrodę: „Okoliczne równiny miały w sobie dzi­kie piękno, porastały je bezkresne lasy, a gdzie nie spojrzeć – widać było jeziora i rzeki. Okolica obfitowała we wszystkie gatunki ptactwa łownego i stanowiła istny raj dla myśliwego. Zakochałem się w tym kraju od pierwszego wejrze­nia. Bez zastanowienia napomknąłem księciu Karolowi, że gdyby tylko znalazł się dla mnie w tej okolicy jakiś dom, to chętnie go nabędę”.

Książę Karol iście radziwiłłowskim gestem darował generałowi leśną samotnię, oblaną wodami, pięknie usytuowaną, fascynującą wieczornymi przelotami ptactwa. […]

Piotr Załęski