fot. Shutterstock

Arcydzieło szkoły weneckiej

0
382

Franc Fiszer, bohater licznych anegdot z międzywojnia, mawiał: „Najlepsze są dania proste.

Weźcie na przykład taki kawior, czy może być coś prostszego, a jakie to pyszne”. Zainspirowany tą myślą postanowiłem poświęcić felieton specjałowi z Włoch (ale w wersji myśliwskiej). Mowa o carpaccio z sarny.

Vittore Carpaccio (1465–1526) był jed­nym z mistrzów szkoły weneckiej. W 1950 roku wystawę jego obrazów zwie­dzał Giuseppe Cipriani, właściciel słynnego weneckiego „Harry’s Bar”, którego stałym bywalcem był Ernest Hemingway. Otóż panu Ciprianiemu kolorystyka prac malarza skojarzyła się z barwą potrawy, którą właśnie stworzył z myślą o pewnej arysto­kratce (lekarz rekomendował jej spo­żywanie jedynie surowego mięsa). Tak powstało carpaccio, którego głównym składnikiem są surowe plastry wołowiny (mówimy tu o wersji klasycznej; my wołowinę zastąpimy sarniną).

Problem w tym, że surowych pla­strów nie dostaniemy bez krajalnicy. Czy zatem każdy, kto nie dysponuje takim urządzeniem, nie może się cieszyć wybornym smakiem dania? A gdyby tak użyć noża i delikatnymi, ale długimi ruchami odcinać plaste­rek za plasterkiem? ..(…)

Cały tekst w sierpniowym numerze “Łowca Polskiego”

Tomasz Łagowski

Reklama