fot. Rafał Łapiński

Awantura o ołów

0
354

W Anglii doszło do kolejnej fazy dyskusji na temat skutków stosowania amunicji ołowianej podczas polowań. 

Na zorganizowanym w Oksfordzie sympozjum na temat obecności ołowiu w przyrodzie grupa badaczy – członków organizacji ekologicznych – wystąpiła z referatami na temat skutków przy­rodniczych i zdrowotnych obecności ołowiu w dziczyźnie. Przeciwnicy łowiectwa sugerują, że 75 proc. ptaków jest strzelanych z ołowianej amunicji. Taki wniosek wyciągnęli po zbadaniu – jwak sami przyznali autorzy raportu – jedynie 100 strzelonych kaczek, kupionych na tzw. rynku. Ich zdaniem oznacza to zagrożenie dla zdrowia dla dziesiąt­ków tysięcy osób w Wielkiej Brytanii, przede wszystkim dzieci.

Co konkretnie sugerują autorzy pokonferencyjnego raportu? Po pierw­sze, stawiają tezę, że w Wielkiej Brytanii większość ptactwa wodno-błotnego wciąż zabija się na polowaniach amu­nicją ołowianą, choć prawo brytyjskie zabrania stosowania tego rodzaju amunicji na obszarach wodno-błotnych (grożą za to mandaty do 1000 funtów). Po drugie, na podstawie przebada­nia tylko 100 kaczek stawiają tezę, że ołów znajduje się w mięsie od 50 do 100 tysięcy kaczek i dziesiątków tysięcy innych upolowanych ptaków. I dlatego, po trzecie, zagraża to tysiącom Brytyjczyków.

W raporcie czytamy: „Szacujemy, że tysiące dzieci w Wielkiej Bryta­nii (w liczbie od 4 tysięcy do nawet 48 tysięcy) może być narażonych co roku na potencjalne ryzyko utraty jednego punktu IQ lub więcej w badaniach inteligencji wskutek spożywania kaczego mięsa”. Nie wiadomo do końca, dla­czego, ale autorzy stwierdzają ponadto, że „liczba osób dorosłych narażonych na potencjalne negatywne skutki dla zdrowia wynikające z jedzenia dziczyzny wydaje się być mniejsza”.

Autorzy raportu – na który zwróciła uwagę, oczywiście, brytyjska prasa – postulują w tej sytuacji, by obecny zakaz używania ołowiu podczas polowań na obszarach wodno-błotnych został rozszerzony, czyli opowiadają się za wprowadzeniem całkowitego zakazu stosowania amunicji ołowianej.

Na ten frontalny atak – a w istocie na całe łowiectwo oraz spożywanie dziczyzny – zareagowało natychmiast Brytyjskie Stowarzyszenie Strzelectwa i Ochrony Przyrody (BASC), najwięk­sza organizacja zrzeszająca myśliwych i miłośników strzelectwa na Wyspach. Prezydent BASC Alan Jarrett podkreślił, że autorzy zaprezentowanego w Oksfor­dzie raportu sformułowali – na pod­stawie wątpliwej z naukowego punktu widzenia ekstrapolacji wyników badań mięsa raptem 100 ptaków – niepraw­dziwą tezę o zagrożeniu zdrowia dla osób spożywających dziczyznę. Według BASC, wspartego w tej sprawie przez środowiska naukowców, „oksfordzkie zarzuty” są ewidentnie subiektywne i wynikają z generalnej niechęci ich autorów do łowiectwa.

Co więcej, BASC wskazał na obo­wiązujące już w Wielkiej Brytanii, ale także na przykład w Szwecji, przepisy i zalecenia dotyczące przygotowywania dziczyzny, które wyraźnie wskazują, że jakiekolwiek zagrożenie ze strony ołowianego śrutu może być wyelimi­nowane przez wycięcie z tuszy ran spo­wodowanych postrzałem. Jak wykazały badania BASC, osoby jedzące najwięcej dziczyzny na Wyspach dobrze znają te zasady i stosują je w praktyce.
Innymi słowy, po raz kolejny w walce z łowiectwem sięga się, tym razem w Wielkiej Brytanii, po wątpliwe i wręcz fałszywe argumenty..

Maciej Basiewicz / fot. Rafał Łapiński.