fot. Shutterstock

Bałkański kocioł wrze

0
47

To jeden z najpiękniejszych zakątków świata. Zamieszkują go ludzie gościnni, którzy uciechy stołu cenią tak jak Włosi czy Hiszpanie. Na stole tym nie może zabraknąć nadziewanej pljeskavicy – dania, które ma swoją wersję myśliwską.

Gdy kogoś na Bałkanach swędzi, cała Europa się drapie. Owo ponadnarodowe i ponadcza-sowe przysłowie dobitnie pokazuje, że reszta kontynentu cały czas obawia się swych bałkańskich koleżanek i kolegów. Naszym dzisiejszym zadaniem nie jest wszakże straszenie Bałkanami, lecz ich oswajanie, a w tym najlepiej sprawdza się tutejsza genialna kuchnia, której jeden z klasyków, pljeskavica mianowicie, może być również przygotowana z udziałem dziczyzny.
Bałkany to jak wiadomo półwysep oblany przez pięć mórz: Adriatyk, Jońskie, Egejskie, Marmara i Czarne. W świadomości Zachodu owe ziemie zamieszkują generalnie ludy dzi kie, gwałtowne i okrutne, lubiące się co jakiś czas wzajem wyrzynać, czerpiąc z tego perwersyjną przyjemność. Od początków XX wieku mówi się o bałkańskim kotle, który jakoby nieustannie wrze, mówi się o bałkanizacji, gdy jakiś niebałkański kraj popada w korupcję i satrapię, mówi się o miękkim podbrzuszu Europy. Niechaj się mówi.

Każdy, kto na Bałkanach był, wie dobrze, że to jeden z najpiękniejszych zakątków świata, zamieszkany przez niezwykle gościnnych ludzi, którzy uciechy stołu stawiają tak samo wysoko, jak Włosi, Hiszpanie czy też Francuzi. Historia, znaczona wielowiekową okupacja turecką większości półwyspu, odcisnęła swe piętno na miejscowej kuchni. Bezsprzecznie nigdzie indziej w Europie nie je się tylu potraw z rusztu, od jakiegoś czasu zwanego w Polsce grillem. […]

Cały tekst we wrześniowym numerze “Łowca Polskiego”

Robert Makłowicz