fot. Rafał Łapiński

Batalia o dzieci

0
364

Symbolem sejmowej debaty w sprawie skierowania społecznego projektu ustawy zezwalającej dzieciom na udział w polowaniu jest scena, gdy merytoryczny prof. Dariusz J. Gwiazdowicz uspokaja rozemocjonowaną posłankę z lewicy, która usiłowała przerwać jego wystąpienie.

„Proszę posłuchać – radził pan profesor. – Może się pani czegoś dowie.” Rzeczywiście – nasi oponenci postępowali według zasady sformułowanej przez Stanisława Tyma: „Nie znam się, ale chętnie się wypowiem”.

Pisał mistrz Adam: „Kto z nas tych lat nie pomni, gdy, młode pacholę,/ Ze strzelbą na ramieniu, świszcząc szedł na pole”. Wieszcz wieszczem, ale pewnej części naszych – pożal się Boże – elit nie odpowiada nie tylko aktywny (a dozwolony przecież w nie­których państwach europejskich), ale choćby bierny udział dzieci w polowa­niu. To właśnie dlatego dwa lata temu, kiedy – na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego w zakresie właściwej ochrony praw właścicieli nierucho­mości wchodzących w skład obwodu łowieckiego – procedowano ustawę Prawo łowieckie, doszło do przegło­sowania skandalicznej poprawki.

Co z tego, że wykraczała ona poza zakres nowelizacji i zgodnie z przy­jętymi zasadami nie powinna być w ogóle rozpatrywana? Co z tego, że dobrze przemyślany projekt przygo­tował śp. prof. Jan Szyszko? I tak wpro­wadzono zakaz odbywania polowania w obecności dziecka, a za złamanie tego zakazu grozi grzywna, ogranicze­nie wolności lub pozbawienie wolno­ści do roku. Jest to więc przestępstwo. Tymczasem zgodnie z art. 48 Konsty­tucji Rzeczypospolitej Polskiej rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Mają prawo, można by rzec z przeką­sem, pod tym wszakże warunkiem, że nie są myśliwymi. (…)

Cały tekst w majowym numerze “Łowca Polskiego”

Cezary Estreicher / fot. Rafał Łapiński.

Reklama