fot. iStock

Bażant po angielsku

0
173

Śrutówki na królewskich zamkach. Myśliwi w tweedowych marynarkach i pod krawatem. A przede wszystkim wzorowo zagospodarowane łowiska. Mamy się od kogo uczyć!

Znad młodników pojedynczo podrywały się barwne, mieniące się złotem koguty o długich, szydlastych ogonach i ciągnęły nad lasem. Posypały się strzały – z początku trudne i dalekie. Czasami ptak tracił równo- wagę i spadał w gąszcz, ale częściej rwał do przodu, poganiany ostrym gwizdem chybiających go śrucin – tak o polowaniu na bażanty pisał nie-oceniony Leopold Pac-Pomarnacki. „Już widać ruchomą linię naganki, a wraz z tym przybywa coraz więcej zwierzyny – czytamy w opowiadaniu z tomu A było to w kniei… – Po trzy lub cztery ptaki wzbijają się jednocześnie w powietrze, tworząc sobą jak kwiaty barwne, mieniące się w słońcu ptasie bukiety.”

Te obrazy powróciły do mnie w pewien lutowy poranek, kiedy dzięki uprzejmości kilku kolegów po strzelbie mogłem wziąć udział w typowym brytyjskim polowaniu na bażanty. Wczesnym rankiem, kilkadziesiąt minut po świcie zameldowaliśmy się na farmie, której tereny dzierżawi jedno z angielskich kół łowieckich (zwanych tam syndykatem) wraz z członkami Polish Hunters Association. Łowiectwo na Wyspach jest bowiem całkiem odmienne od naszego. Opiera się na zezwoleniach na użytkowanie terenów i zwierzostanów należących do prywatnych osób. Angielskie łowi- ska są znacznie mniejsze od naszych obwodów, a ich wielkość waha się od 200 do 400 hektarów. Oczywiście bywają i większe, ale są to przeważnie duże posiadłości ziemskie.

Na łowy w marynarce

Farma, na której się znalazłem, niczym nie różni się od tej opisanej przez Barry’ego Hinesa w wydanej w 1975 roku książce Gajowy. Tutaj nadal zatrudnia się tzw. gamekeeperów, których zadaniem jest hodowa­nie bażantów i dbanie o inne gatunki łowne występujące na terenie posia­dłości. Prawo do polowania przysłu­guje …[…]

Cały tekst we listopadowym numerze “Łowca Polskiego”

Wacław Matysek / Polowanie i myśliwy

Reklama