fot. Rafał Łapiński

Brytyjskie lisy

0
80

Gdy po burzliwych dyskusjach na Wyspach zakazano tradycyjnych polowań na lisy, powstało nowe nieporozumienie. Nasi obrońcy zwierząt uznali, że skoro na lisy się tam nie poluje, to są one pod ochroną. Nic bardziej mylnego. Lis ze szlachetnej zdobyczy stał się znienawidzonym szkodnikiem.

Pod koniec ubiegłego wieku młody polski przedsiębiorca pochwalił się na biz­nesowym spotkaniu z angielskimi partnerami, że jest myśliwym. Oczywiście zyskał tym uznanie, ale natychmiast zapytano go, jakiego konia dosiada i jak on się ma. Tłumacząc, że nie jeździ konno, lecz poluje, wprawił Anglików w spore zakłopotanie, dalsza część wieczoru upłynęła więc na szczegółowym tłumacze­niu nieoczekiwanych zawiłości. Każda aktywność łowiecka na Wyspach ma bowiem swoje odrębne określenie.

Polowanie w Wielkiej Brytanii oznacza wyłącznie pogoń za lisem ze sforą psów goń­czych przez myśliwych dosiadających koni. Za każdym razem jest to niezwykłe wyda­rzenie, które nie tylko pomaga kontrolować populację lisów, ale przede wszystkim integruje mieszkańców obszarów wiejskich. Eleganckie stroje, wspaniałe konie pełnej krwi, doskonałe psy i dzielni jeźdźcy. Kwintesencja smaku, uprzejmości, dyscypliny i odwagi. Ideał brytyjskiej tożsamości.

Na Wyspach Brytyjskich nikt nie poluje na ptaki. Prawda, że brzmi to jak herezja? …[…]

Cały tekst we listopadowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot.

Reklama