fot. Shutterstock

Comber polityczny

0
174

Na świąteczny stół proponuję danie politycznie aktualne – comber z sarny po węgiersku. Podany w sosie z czerwonego wina, z dodatkiem galaretki z czarnej porzeczki i śmietanki, sprawi, że bożonarodzeniowa uczta na długo pozostanie w pamięci.

Aby ze skarbczyka wspo­mnień przywołać obrazy kruszejących na mrozie zajęcy i bażantów, nie trzeba być wcale stulatkiem, rozpa­miętującym ziemiańską młodość na Polesiu w czasach wojewodowania Kostka-Biernackiego, ani też wnucz­kiem szefa nadleśnictwa. Wystarczy, że jest się mieszkającym w mieście osobnikiem w średnim wieku, który nigdy nie miał jakichkolwiek myśliw­skich koneksji. Powiadam Wam, że to prawda najczystsza, gdyż o moje wspomnienia tu chodzi.

Przyszedłszy na świat w siódmym roku rządów Władysława Gomułki pamiętam co nieco z tamtych cza­sów, gdyż satrapa zwany towarzy­szem Wiesławem dowodził naszym krajem przez lat czternaście. Pamię­tam zatem, co zwiastowało nadejście zimy, a wspomnienie to ważne, gdyż bez zimy nie byłoby zajęcy i bażan­tów. Był to mianowicie dzień Wszyst­kich Świętych, zwany wtedy Świętem Zmarłych. To wówczas inaugurowano w Krakowie sezon wykwintnych zimowych okryć wierzchnich, zatem cmentarz pachniał nie tylko stearyną i chryzantemami, lecz również, a może przede wszystkim naftaliną, której woń wydzielały damskie futra i bobrowe kołnierze męskich płaszczy.

Zaraz potem albo i nawet wcze­śniej przychodziły mróz i śnieg, dla każdego krakowskiego brzdąca jasne było, że lada moment pojawią się zające i bażanty. […]

Cały tekst w grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Robert Makłowicz / Kuchnia myśliwska.