fot. Shutterstock

Ćwiczenie czyni mistrza

0
240

Coroczne przystrzelanie broni to nasz obowiązek, ale kontakt myśliwego ze strzelnicą w żadnym razie nie może się do niego ograniczać. Nie wystarczy, że opanujemy do perfekcji strzelanie ze sztucera opartego o worki z piachem. W łowisk u trudno je przecież znaleźć, a zabieranie ich z sobą na podchód nie wydaje się dobrym pomysłem.

Słowa te brzmią trochę egocentrycznie, ale uwierzcie, że są prawdziwe. Czas na strzelnicy to czas wyłącznie przeznaczony dla nas. Jeżeli bowiem tego dnia czeka nas jeszcze wiele obowiązków i terminowych spotkań, to całą imprezę lepiej odwołać. Pośpiech w tej sytuacji spowoduje, że uzyskamy gorsze wyniki. Ale to nie jest jeszcze najgorsze, bo w roztargnieniu możemy jeszcze zapomnieć o przestrzeganiu zasad bezpieczeństwa.

Zdecydowanie lepiej przełożyć wyjazd na strzelnicę niż na stanowisku strzeleckim co chwila sprawdzać, czy naszą nieobecnością w domu nie zainteresowała się już o wiele lepsza połowa. Z mojego doświadczenia wynika, że zdecydowanie nie należy pozostawiać przygotowań sprzętu na ostatnią chwilę. Spakujmy się dzień wcześniej, abyśmy w dniu strzelania myśleli tylko o tym, jak precyzyjnie ulokować kulę. Jeśli planujemy wyjazd rodzinny, weźmy pod uwagę, że ktoś co chwilę może nas pytać o to, kiedy w końcu wracamy (a taka sytuacja nie sprzyja koncentracji).

Aby uzyskać dobry wynik, należy zapomnieć również o imprezach dzień przed. Nawet jeśli alkomat stwierdzi, że w żyłach płynie krew bez domieszki, to jednak musimy pamiętać, że alkohol wypłukuje witaminy i sole mineralne, których niedobór może niekorzystnie wpłynąć na kondycję psychoruchową. Co gorsza, niektórzy trenerzy zalecają, aby na dobę przed zawodami nie uprawiać seksu. To ostatnie wydaje się jednak przesadą, a w każdym razie u nas się nie przyjęło. […]

Cały tekst w majowym numerze “Łowca Polskiego”

Michał Budzyński