fot. pxhere.com

Czarne grizzly

0
202

Mieszkańcy japońskiej wyspy Hokkaido mają poważny problem. Druga co do wiel­kości wyspa Kraju Kwitnącej Wiśni i jednocześnie najdalej wysunięta na północ prefektura Japonii jest domem podgatunku niedźwiedzia brunatnego, nazywanego czarnym grizzly. Podgatunek ten jest blisko spo­krewniony z niedźwiedziem kamczac­kim i należy do największych na świe­cie. Wyraźnie dominuje nad swoim kamczackim kuzynem, rozmiarem ustępując jedynie kodiakom, naj­większym niedźwiedziom brunatnym na świecie.

Liczebność japońskich grizzly kontrolowana jest przez tamtej­szych myśliwych, którzy zatrudniani są do zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańców miasteczek i wiosek. Opłacani z lokalnego budżetu łowcy prowadzą regularne patrole i two­rzą specjalne grupy interwencyjne na wypadek zagrożenia ze strony zbyt ciekawskiego lub zbyt agresywnego osobnika. Ostatnio jednak, pod wpły­wem nasilającej się antyłowieckiej propagandy, niektóre miasta rezygnują z opłacania myśliwskich patroli.

Mieszkańcy miasta Shimam­maki, które spierało się z myśliwymi na temat kosztów i rekompensat finansowych za myśliwskie dyżury, mają teraz pretensje do swoich władz, domagając się jak najszybszego zakoń­czenia negocjacji i przywrócenia regu­larnych patroli. Pod koniec września jeden z niedźwiedzi zdemolował kilka stojących w porcie kutrów rybackich, po czym wybrał się na przechadzkę po pobliskim osiedlu. Policjanci przy­byli na miejsce w zastępstwie myśli­wych byli całkowicie bezradni i mogli jedynie przyglądać się działaniom niedźwiedzia, na próżno usiłując znie­chęcić go światłami pojazdów i odgło­sami silników. Szczęśliwie tym razem nie doszło do tragedii, choć wypadki zdarzają się dość często. Nie ma roku bez ofiar śmiertelnych oraz kilkunastu przypadków poważnych okaleczeń w wyniku ataku. Rocznie notowanych jest średnio około 1,5 tys. interwencji.

Poproszony o komentarz rzecz­nik miejscowej organizacji łowieckiej powiedział: „Ciekawy jestem, czy któ­rykolwiek z członków rady miejskiej miał kiedykolwiek okazję dołączyć do nocnego patrolu prewencyjnego albo brać udział w akcji interwencyj­nej i przekonać się, z czym musimy się mierzyć. Wychodzi na to, że w imię zielonej propagandy można bezkarnie narażać życie mieszkańców i cynicz­nie wykorzystywać myśliwych”.

(AT) / fot. pxhere.com (CC0 Public Domain)