fot. Rafał Łapiński

Czuj łuk!

0
98

Współczesny łuk myśliwski to precyzyjne narzędzie. We wprawnych rękach potrafi uśmiercić w kilka sekund nawet najgrubsze sztuki.

Kto jednak nie umie wyczekać, przywabić lub podejść zwierza poniżej 30 metrów, niech się za łuk nie bierze.

Jeśli wierzyć archeologom, całe zamieszanie zaczęło się jakieś czterdzieści tysięcy lat temu. Głodne samce rodzaju homo goniły mamuty w przepaść i dobijały kamie­niami. Mogło być tak, że jakiś leń zamiast biegać z innymi, siedział przed szała­sem i bawił się patykiem. Żeby go ujarzmić, związał lianą wygięte końce i… zaczął brzdąkać na cięciwie. Raz z nudów przyłożył mniejszy patyk do napiętego sznurka, pocią­gnął, puścił i niechcący trafił szamana, który zakrzyknął: „Eureka!”. Od tej chwili świat nigdy już nie był taki sam.

Mijały tysiące lat, wynalazek nazwany łukiem zmienił się w śmiercionośne narzędzie i w najróżniejszych odmianach służył na całej Ziemi. Strzelali z niego rycerze w bitwach, herosi, mityczni bogowie i oczywiście myśliwi. A nikt, kto umiał napiąć cięciwę, wycelo­wać i puścić strzałę, nie chodził więcej głodny.

Tak mogłoby być do dziś, gdyby nie Chińczycy. Pewien taoistyczny alchemik zmieszał siarkę, węgiel, saletrę i… wszystko mu w rękach wybuchło. Niechcący wymyślił proch, powstały piękne fajerwerki, które sprytni Europejczycy chyżo przerobili na muszkiet.

Świat znów się zmienił i zwierz zaczął teraz padać od ołowianych kul. Myśliwi prze­stali biegać, potem jeździć konno i szyć fantazyjnie z łuku. Wygodnie zasiedli w czatow­niach i siedzą. Tylko zwierz wyszedł z lasu i ryje trawniki w miastach. A tam lepiej kulą nie strzelać. […]

Cały tekst w listopadowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot.