fot. arch. Mossberg

Czysta broń

0
332

Niektórym myśliwym szkoda czasu na tak prozaiczną czynność jak czyszczenie i konserwacja broni. Inni twierdzą, że w dobie nowych technologii usuwanie resztek spalania prochu czy pozostałości płaszczy pocisków jest po prostu niepotrzebne. Czy mają rację?

Przez lata utrwalało się prze­konanie, że najbardziej odporna na zanieczyszcze­nia czy brak konserwacji jest broń rosyjska. Wszyscy pamię­tamy wachmistrza Kalitę z „Czterech pancernych i psa”, który tłumaczył, że mosin, choć klekotał, to przynaj­mniej piachu się nie bał. „Sypnę choć garść, potrząsnę i będzie strzelał” – wyjaśniał. Wynikało to jednak nie z geniuszu kapitana Mosina, lecz z luzów między częściami. Fabryki w dawnej Rosji nie były w stanie utrzymać odpowiednich tolerancji, dlatego przyjęto broń ekstremalnie prostą konstrukcyjnie.

Pistolet maszynowy Szpagina (PPSZ-41, popularna „pepesza”) był wytwarzany tak niechlujnie, że maga­zynek bębnowy pasowano do kon­kretnego egzemplarza. Inne wymagały dodatkowej obróbki. Mogło to powo­dować duże problemy na polu walki.

Przekonanie o odporności wschod­niej broni miał potwierdzać karabin Kałasznikowa. Działał ponoć w stanie skraj­nego zabrudze­nia czy braku konserwacji. Nie do końca się z tym zga­dzam – przykła­dowo,…(…)

Cały tekst w sierpniowym numerze “Łowca Polskiego”

Marek Czerwiński / fot. arch. Mossberg

Reklama