fot. Shutterstock

Dawniej psy były lepsze

0
347

W każdym kole łowieckim krążą opowieści o niesamowitych psach myśliwskich sprzed lat. Niektóre z tych historyjek są prawdziwe, a inne nieco podrasowane. Postaram się zatem bezstronnie porównać pracę psów sprzed kilkudziesięciu lat z pracą naszych współczesnych pupili.

Rozmawiając z kolegami myśliwymi, zauważy­łem, że spora część z nich uważa, że dawniej psy prezentowały o wiele wyższy poziom pracy niż teraz. Oczywiście są też i tacy, którzy twierdzą, że jest wręcz przeciwnie. Przytoczę zatem argu­menty obu stron i postaram się wycią­gnąć z tego wnioski, które pomogą nam ustalić, co wpływa korzystnie, a co negatywnie na pracę naszych czworonogów.

Więcej pracy

Kilkadziesiąt lat temu przeciętny pies myśliwski miał o wiele więcej pracy niż teraz. Wyżły i płochacze rozpoczynały swój sezon pierwszego sierpnia polowaniem na kaczki, a kończyły go w kwietniu na piżma­kach. Jak zatem łatwo obliczyć, prze­rwę miały tylko od maja do końca lipca, czyli jedynie przez trzy mie­siące w roku.

Wiosną zabierałem moje psy na piżmaki i na ciągi słonek. Na przełomie lata i jesieni polo­wałem z nimi na kuropatwy, a na jesienno-zimowych zbio­rówkach odszukiwały i aporto­wały ranne zające. Poza tym polo­wały intensywnie przez cały sezon na kaczki i bażanty. Zatem siłą rze­czy dawniej było o wiele łatwiej psa ułożyć, bo po prostu było na czym.

Jeżeli – dla porównania – dzisiaj pies myśliwski ma okazję zaaporto­wać kilka kaczek i kilka bażantów w całym sezonie łowieckim, to dany sezon można uznać za udany. Czę­ściej chyba bywa tak, że mimo wyjazdu do łowiska i tak nie ma dla psa roboty… […]

Cały tekst w lutowym numerze “Łowca Polskiego”

Andrzej Wilczopolski