fot. Rafał Łapiński

Demokracja w zabijaniu

0
33

Nasze bractwo wydawało się koleżeńskim monolitem, ale jest swoistą hybrydą osobników na każdym etapie rozwoju.

Zapuszkowaną mielonkę z dzika i wykwintne carpaccio z jelenia dzielą lata świetlne nie tylko smakowo, ale również cywilizacyjnie.

Znałem zacnego myśliwego, który „nosił zarost od przed wojny”, a że kawalarz był z niego wielki, na każde moje dumne powitanie: „Darz Bór!”, odpowiadał nieodmien­nie z kpiną: „Pełny wór!”. Pokolenie ochoczych przyrodników, drażniąc się z nami i nam na pohybel, ukuło ostat­nio własne pozdrowienie: Nasz Bór! Ładne to i z głów kapelusze, bo bór jest rzeczywiście (przynajmniej póki co!) wszystkich, a nam tylko czasem darzy. Spirala wrogości została nakrę­cona jak nigdy dotąd, lecz coraz bar­dziej wychodzi na jaw, że ci, co właśnie trąbią o swoim zwycięstwie, niechcący pełnią rolę pożytecznych… Kiedy bór mylony jest z polem, a polowanie z rze­zią, należy zacząć pytać o ten wcześniej wspomniany wór.

Antropolodzy twierdzą zgodnie, że polowanie było pierwotnie koniecz­nością i podstawą przetrwania. Luźne hordy nomadów podążały za stadami dzikich zwierząt, a po drodze zbierały wszystko, co zdatne do jedzenia. Idylla ta trwałaby pewnie do dziś, gdyby się ktoś nie zbuntował i nie krzyknął: „Dość tego! Koniec włóczęgostwa i wiecz­nej prowizorki!”. Zażyczył sobie szafy, łóżka, stołu, glinianych garnków i ciepłej lepianki z firankami w oknach. Tak roz­poczęła się rewolucja neolityczna. […]

Cały tekst w kwietniowym numerze „Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / fot. Rafał Łapiński.