fot. Kai Hendry - flickr

Desant jeleni na Hawajach

0
438

Największa hawajska wyspa przeżywa desant jeleni. Służby szykują kontrofensywę i planują eksterminację „nielegalnych imigrantów”.

Służby ochrony przyrody archipelagu Hawajów planują całkowitą eksterminację jeleni na największej wyspie Hawai’i, zwanej również Wielką Wyspą. Wciąż nie wyjaśniono, jak zwierzęta się tam dostały.

Wiadomo, że potrafią pływać, ale nie są długodystansowcami. Od najbliższego skupiska jeleni na sąsiedniej wyspie Maui, dzieli je około 30 mil, ale mało prawdopodobne, by same zdecydowały się na wycieczkę po oceanie. Strażnicy przyrody twierdzą, że ktoś musiał przetransportować kilka sztuk śmigłowcem. Na południowym wybrzeżu odnaleziono ponadto ślady świadczące o tym, że ktoś mógł zepchnąć jelenie z łodzi i zmusić je płynięcia na brzeg.

„Nie mogły przybyć tu same – powiedział Jan Schipper, szef grupy specjalnej powołanej do rozwiązania problemu jeleni na Wielkiej Wyspie. – To musieli być ludzie i musieli zrobić to wiele razy”. Sygnały o obecności jeleni docierały do władz już wcześniej, ale dopiero nagrania z kamer uruchamianych przez ruch potwierdziły obecność intruzów.

Na wyspie zidentyfikowano około setkę jeleni aksis (Axis axis). Ich ojczyzną są Indie, gdzie liczebność populacji skutecznie ograniczają przez tygrysy i lamparty. Jednak na Hawajach nie mają naturalnych wrogów. Populacja przyrasta więc w tempie 20–30 proc. rocznie.

Na Hawaje przybyły w 1860 r. przywiezione z Hong Kongu przez ówczesnego władcę – króla Kamehameha V. W latach 50. XIX stulecia niewielka grupa jeleni została przesiedlona na wyspę Maui w ramach powojennego projektu introdukcji różnych gatunków ssaków łownych, które miały stanowić atrakcję i źródło mięsa dla powracających z wojny weteranów.

Biolodzy uważali wówczas, że wprowadzenie nowych, wcześniej nieobecnych gatunków, wzbogaci środowisko naturalne. Tymczasem eksperyment z jeleniami przyniósł tragiczne skutki. Izolowana od milionów lat przyroda wysp hawajskich została zdewastowana – na wyspie Lanai jelenie przekształciły dawne lasy w pustynie przypominjącą pejzaż księżycowy. Pożarły wszystko co nadawało się do jedzenia, włącznie z rodzimymi hebanami, drzewami oliwnymi i wymarłymi już dziś gatunkami mięty.

W ostatnich dwóch latach szkody wyrządzone przez aksisy wyceniono na milion dolarów. Na walkę z jeleniami przeznacza się rocznie połowę tej kwoty. Bezskutecznie. Jimmy Gomez – który zarządza zajmującym 7 tys. ha ranczem Ulupalakua, opowiada, że gdy jelenie poruszają się po stoku, ma się wrażenie, że po zboczu spływa wulkaniczna lawa. „Podczas wypasu bydła wielokrotnie zdarza się, że przemarsz jeleni blokuje drogę na wiele minut”. Gomez twierdzi, że roczny odstrzał 1000 osobników w żaden sposób nie jest w stanie zagrozić mieszkającym na ranczu jeleniom.

Część myśliwych jest niezadowolona z prób eksterminacji jeleni. Jedynym rodzimym ssakiem żyjącym na Hawajach jest nietoperz. Jelenie stanowią więc cenne źródło mięsa. „Pójdą i wystrzelają wszystkie jelenie i całą resztę zwierzyny. Potem wyeliminują myśliwych” – skarży się Palikapu Dedman, kierujący Funduszem Obrony Pele (nazwanym w ten sposób na cześć miejscowej bogini wulkanów). Fundusz powołano w 1900 r. dla obrony praw łowieckich rdzennych Hawajczyków. „Myślę, że interesy myśliwych są ignorowane, a przecież troska o uwzględnianie interesów obywateli jest obowiązkiem władz stanowych”.

Sam Ohu Gon – doradca do spraw naukowych w Departamencie Ochrony Środowiska Hawajów, podkreśla, że eliminacja jeleni z Wielkiej Wyspy jest koniecznością, jeśli poważnie myśli się o ochronie zabytków przyrody i kultury, np. drzew uhiuhi (z ich twardego drewna starożytni mieszkańcy wysp wyrabiali broń i narzędzia) czy jagody ohelo (świętej rośliny bogini Pele).

at / fot. Kai Hendry – flickr

Reklama