fot. Rafał Łapiński

Drapieżnik na pokocie

0
293

W przyrodzie obowiązuje prosta zasada: jedne zwierzęta muszą ginąć, aby inne mogły żyć! Dlatego gospodarka łowiecka polega – między innymi – na redukowaniu rozrośniętych ponad miarę populacji drapieżników. Polując na lisy, jenoty, borsuki, kuny czy norki, pomagamy zwierzynie drobnej, która bez nas sobie nie poradzi.

Czasami muszę odpowia­dać na pytania w rodzaju: dlaczego wy (myśliwi) zabijacie te biedne liski? Niestety pytań tych nie zadają dzieci tylko wykształcone dorosłe osoby. Mam wtedy wrażenie, że jest to pro­wokacja albo program typu „Ukryta kamera”, bo trudno mi zrozumieć, dlaczego trzeba dzisiaj wszystkim tłu­maczyć to, co stanowiło temat jednej z pierwszych lekcji biologii.

Już w podstawówce potrafiliśmy zrozumieć, że bażanty jedzą stonkę ziemniaczaną, lisy zjadają bażanty, a my, ludzie, polujemy na lisy, żeby nie zjadły wszystkich bażantów, kuro­patw i zajęcy. A co jeśli przestaniemy polować na lisy? Ano – w warunkach współczesnego środowiska, tak dalece zmienionego przez cywilizację – roz­mnożą się ponad miarę i zjedzą zwie­rzynę drobną. A jak już nie będzie ofiar, zaczną chorować i w końcu też wyginą.

Skoro kiedyś potrafiliśmy zrozu­mieć te proste zależności bez pro­blemu, a teraz mamy z tym kłopot, to znaczy, że się uwsteczniamy inte­lektualnie! Tych prawd nic nie zmieni, bo to święte prawa natury. Jeżeli ktoś – aby poczuć się lepszym człowie­kiem – staje w obronie lisów, wilków, srok, wron, zdziczałych kotów i psów, niech jednocześnie będzie świadomy, że skazuje na śmierć ich liczne ofiary. To paradoks, ale ten pozornie dobro­duszny gest może skazać na zagładę skowronki, czajki czy derkacze. […]

Cały tekst w grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Andrzej Wilczopolski