fot. Rafał Łapiński

Dwie pieczenie, jeden ogień

0
863

Nie uda się odmienić wizerunku łowiectwa bez spopularyzowania dziczyzny. Problem w tym, że jedyną spójną politykę państwa w kwestii zagospodarowania darów lasu wypracowano za czasów Władysława Gomułki – brzmiała ona: „Wszystko na eksport!”. Krzysztof Lechowski ma pomysł, jak wypromować najszlachetniejsze z mięs.

Byłem kiedyś świadkiem pouczającej rozmowy, jaką w przerwie pokazu kuli­narnego zorganizowanego podczas warszawskich targów łowiec­kich pan Krzysztof przeprowadził z dianą o urodzie, którą najtrafniej określa słowo „zjawiskowa”.

– Niech pani pozwoli, że udzielę pani rady – rzekł, z elegancją całując alabastrową dłoń. – Proszę, aby znala­zła sobie pani wybranka, który potrafi gotować. Na pozostałych polach aktywności mężczyźni niewiele się między sobą różnią.

Jest jednym z niewielu znanych mi myśliwych, którzy przyznają, że polują przede wszystkim dlatego, iż lubią dobrze (a przy tym zdrowo) zjeść. Uważa, że nie ma w tym nic uwłaczającego, gdyż mięsiarz to nie człowiek, który do lasu wyrusza, by zdobyć dziczyznę, lecz ten, któ­rego cechuje pazerność i niepohamo­wana chęć pociągnięcia za spust. Pan Krzysztof praktycznie nie oddaje zwie­rzyny na skup, co oznacza, że strzela tylko do sztuk, które – z kulinarnego punktu widzenia – są najwartościow­sze. Dla przykładu: do czasu wybu­chu epidemii ASF warchlaki, których masę tusz oszacował na …[…]

Cały tekst w lutowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec

Reklama