Dzicze eldorado

0
81

W międzywojennej prasie łowieckiej spierano się, gdzie w Polsce znaleźć można łowiska najzasobniejsze w czarnego zwierza.

Swoich zwolenników miały Białowieża, Spała i ordynacja dawidgródecka, ale także knieja w Kamieniu, leżąca na terenach dawnej Puszczy Sandomierskiej, w widłach Wisły i Sanu.

Właścicielem zameczku myśliwskiego w Morgach i lasów w Kamieniu był baron Jan Goetz-Okocimski, który po I wojnie światowej kupił ten mają­tek od hrabiego Rudolfa Ressequiera. Kamień stanowił kompleks 12 tysięcy mórg lasu, przeważnie o bukowych i jodłowych drzewostanach – bądź czystych, bądź też z domieszką dębu. Dyrektor lasów oraz zakładów drzew­nych w Kamieniu inż. Surmiński, zamiłowany hodowca zwierzyny i myśliwy, populację dzika szaco­wał na dwieście kilkadziesiąt sztuk. W wyniku szkód wyrządzanych przez czarnego zwierza mieszkań­com okolicznych wsi kompleks leśny w Kamieniu został otoczony mocnym ogrodzeniem drewnianym. Odsepa­rowano także niewielką przestrzeń pól i ogrodu okalających zameczek myśliwski.

Tutejsze polowania przedstawiał w prasie myśliwskiej Józef Jabło­nowski, dziedzic Przyborowia jeden z bohaterów książki Stefana Bade­niego „Szczęśliwe dni”. W 1931 r. pisał w „Łowcu Galicyjskim”: „Znam dużo lasów w Polsce od południo­wo-wschodnich naszych kresów na Podolu i miłych tamtejszych zapu­stów grabowych, z nielicznym już dziś dębem, poprzez jary dniestrowe, aż hen ku radziwiłłowskim ostępom nad Horyniem i uroczyskom Wiadotupic­kiej Puszczy – od lasów zachodniej Małopolski ku lasom w Poznańskiem, ale nie widziałem takiego drzewostanu, ani kniei tak w zwierzostan boga­tej. Tu stuletnie jodły i sosny walczą o lepsze z takimi samymi bukami, dębami; tu chodząc po tych wspania­łych ostępach ucho mimo woli łowi rzekłbyś zew jeleni, oko szuka ostrych wzniesień, wiatrołomów, dziwi się łatwemu stąpaniu – gdyż tylko w Kar­patach naszych są u nas jeszcze takie lasy. (…) Polowaliśmy w dniach 19 i 20 grudnia ub.r. w siedem strzelb; padło 24 dziki, 5 łań i 4 lisy. Dzików bardzo dużo, w każdym miocie radowały oko, a radowały tym bardziej, że wszędzie z dala widoczne, wszędzie wspaniałym tłem otoczone i jakby dumne z tego, nie wracały nigdzie na świetnie i cicho zupełnie idącą nagonkę – wychodziły odważnie i wiele, wiele z nich mijało szerokie i jak aleje utrzymane prze­ręby. […]

Cały tekst w listopadowym numerze “Łowca Polskiego”

Piotr Załęski