fot. Rafał Łapiński

Dziczyzna na co dzień

0
880

To, że dziczyzna jest zdrowa – bez hormonów wzrostu, antybiotyków i innej chemii stosowanej w przemysłowych hodowlach – udowodniono w wielu naukowych badaniach. Jeśli ktoś wątpi w te badania, może sięgnąć do starożytnych pism.

Kiedy pod koniec ubiegłego wieku Grzegorz Russak pojawił się w szlacheckim kontuszu i zaczął opowiadać o staropolskich potra­wach z dziczyzny, nic się nie zgadzało. Dopóki podawał przepisy na zająca, kuropatwę, kaczkę czy bażanta, inspirował tym do świą­tecznych eksperymentów. Ale comber z sarny, carpaccio z jelenia czy pieczeń z dzika były z innego, zapomnianego i niedostępnego świata.

Przeciwnicy polowań próbują przekonywać, że dziczyzna nie ma żadnego znaczenia gospodarczego. Na te słowa starzy nemrodzi drapią się w głowę i mają poczucie, że ktoś próbuje ich ponownie oszukać. Przecież z jakiegoś powodu przez kilkadziesiąt lat realnego socjalizmu prawie wszystkie tusze łosi, jeleni, dzików i saren wyjeżdżały do Europy Zachodniej za twarde waluty dla państwa i mało który myśliwy (o zwykłych konsumentach nie wspominając) miał dostęp do tych dóbr. Do naszych spiżarni trafiała prawie wyłącznie zwierzyna drobna, a nawet zając był świątecznym rarytasem.

Dziś skupem i obrotem dziczyzną zajmują się …[…]

Cały tekst w lutowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot.

Reklama