fot. Kristofer Hansson

Dziczyzna z Czarnolasu

0
266

Dokąd wybrać się na majówkę? Jeżeli cenicie dziczyznę i czysty destylat z wiśni, kierunek wydaje się oczywisty.

To Schwarzwald vel Szwarcwald, fragment ojczyzny Goethego w ogóle niekojarzący się z militaryzmem, marszową muzyką i eintopfem.

Najsłynniejszym w Polsce Czarnolasem jest oczywiście ten leżący w ziemi radomskiej, opiewany wielekroć przez Jana Kochanowskiego, który miał w nim swą sadybę. Jednak Kochanowski nic o dziczyźnie nie wspomina, zatem na potrzeby niniejszej rubryki przywołać muszę inny Czarnolas, Schwarzwald vel Szwarcwald mianowicie, gdyż w jego wypadku konotacje z dziczyzną przychodzą do głowy znacznie łatwiej.

Przyznać trzeba uczciwie, że nie są to jednak pierwsze skojarzenia, gdy przywołamy myślami ów przepiękny zakątek Niemiec, leżący u styku granic ze Szwajcarią i z Francją. Szwarcwald kojarzy się przede wszystkim z trzema produktami spożywczymi: szynką szwarcwaldzką, pozyskiwaną wszakże nie od dzików, lecz trzody hodowlanej, wędzoną w dymie z drzew iglastych i suszoną w Gorskim powietrzu, tortem szwarcwaldzkim nasączanym lokalną wiśniowicą i wiśniami, z których wspomniany destylat się wyrabia. Użyłem słowa „wiśniowica” i nie ma w tym żadnej pomyłki, wiśniówka to bowiem alkohol jedynie wiśniami aromatyzowany, natomiast wiśniowica jest czystym destylatem z wiśni. Tak samo odróżnia się śliwówkę od śliwowicy, malinówkę od malinowicy czy też morelówkę od morelowicy.

Porzućmy wszakże niuanse destylacji i wróćmy do Szwarcwaldu. Ze specjałów niejadalnych mamy tam jeszcze zegary z kukułką tam właśnie narodzone (choć Szwajcarzy twierdzą co innego), a z jadalnych coś, co musi być popularne w regionie górskim, …[…]

Cały tekst w majowym numerze “Łowca Polskiego”

Robert Makłowicz / Kuchnia myśliwska.

Reklama