Dziki pod obstrzałem

0
375

Kto jak kto, ale dziki mogą nie doczekać dobrej zmiany. Minister rolnictwa zarządził kolejną depopulację czarnego zwierza. Problemem nie są dziki, ale choroba, którą przenoszą.

Nieodżałowanej pamięci Wacław Przybylski opowiadał kiedyś, jak to podczas egzaminu dla nowo wstępujących do PZŁ poprosił kursanta o opisanie dzika. Pierw­sze i ostatnie zdanie opisu przeszło do historii łowiectwa bo brzmiało: „Dzik to zwierze podłużne”. Jakkolwiek jednak dzik by wyglądał, nie ulega wątpliwości, że należy do zwierzyny, na którą szczególnie lubimy polować, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo. Po pierwsze, to godny przeciwnik – dysponujący niezwykle czułym słuchem i fantastycznym węchem, a po wtóre, jest bardzo smaczny. Nauczyliśmy się go przyrządzać w wielu postaciach i dziś żadna myśliwska impreza nie może się odbyć bez pieczonego w całości war­chlaka czy domowej roboty kiełbasy.

Nieograniczony dostęp do wysokoenergetycznej karmy spowodował większy przyrost populacji, a do huczki zaczęły przystępować nawet przelatki, które żywiąc się kukurydzą, ważą dzisiaj nawet 70 kg

Do niedawna był gatunkiem pożą­danym w leśnych łowiskach, a przez administrację lasów państwowych uwa­żany był wręcz za sprzymierzeńca lasu, bo w poszukiwaniu pędraków buchtuje ściółkę i ogranicza gradacje szkodników. Dziki przez dziesięciolecia cieszyły się szczególnymi względami. Podręczni­kowa struktura płci u dorosłych dzików powinna wynosić 1:1 – dopuszcza się nawet niewielką przewagę osobników męskich – jednak przez lata w wielu łowiskach za strzelenie lochy obowiązy­wały wysokie kary (lub „szczęśliwiec” z własnej woli kupował kukurydzę). […]

Cały tekst w kwietniowym numerze „Łowca Polskiego”

Marek Wenecki / fot. Shutterstock, Karl – Heinz Volkmar

Kto jak kto, ale dziki mogą nie doczekać dobrej zmiany. Minister rolnictwa zarządził kolejną depopulację czarnego zwierza. Problemem nie są dziki, ale groźna choroba, którą przenoszą. W latach 70. płk Kazimierz Doskoczyński, szef ośrodków w Bieszczadach i na Mazurach, nakazywał podprowadzającym, aby wydawali zgodę na odstrzał odyńca tylko w sytuacji, gdy u sztuki stojącej na sztych widać było oręż Decyzje dotyczące rozwiązania problemu ASF nie zależą od myśliwych, ale nawet przyjmując, że jedyną słuszną drogą jest radykalnie zmniejszenie liczebności populacji dzików, to te same efekty można by osiągnąć znacznie prościej Koła łowieckie muszą się dziś mierzyć z dwoma rodzajami wyzwań: redukcją liczebności populacji w łowiskach, w których szkody stają się poważnym problemem, oraz uregulowaniem struktury płci Pilnowanie poziomu populacji nie powinno odbywać się kosztem odstrzału samców. Większość planu należy wykonywać w dziczej młodzieży, czyli warchlakach i przelatkach Głównym powodem braku odyńców jest presja myśliwych od wiosny do końca sezonu. Większość łowców bierze na cel każdego dzika, który nie jest lochą ani pasiakiem W lutym 2014 roku nasze granice sforsował afrykański pomór świń (ASF), choroba niegroźna dla człowieka, ale wśród trzody chlewnej i dzików powodująca spustoszenie

Reklama