fot. Andrzej Wierzbieniec

Elektroniczna smycz

0
32

Naszemu koledze podczas polowania skradziono psa. Złodzieje mieli pecha – zwierzę miało na sobie obrożę z GPS. 

Właściciel bez trudu odnalazł stodołę, w której przetrzymywany był jego podopieczny. Strzegący obejścia złodzieje nie zdawali sobie sprawy z przewagi właściciela…

Jestem gorącym zwolennikiem tzw. obroży elektrycznych. Narzę­dzie to, stosowane z umiarem, doskonale sprawdza się przede wszyst­kim w procesie kształtowania, utrwa­lania i egzekwowania apelu, który jest bazą dla wszelkiego rodzaju później­szych specjalizacji. Zasada działa­nia jest prosta – wydajemy komendę i w wypadku braku reakcji psa egzekwu­jemy ją za pomocą impulsu elektrycz­nego. Wszystkie tego typu urządzenia składają się z nadajnika obsługiwanego przez przewodnika i odbiornika zamon­towanego na obroży.

Z pewnością jest to narzędzie, któ­rego łatwo nadużyć i niedoświadczeni menerzy powinni zachować wyjątkową ostrożność i powściągliwość. Ciągłe kar­cenie psa może go bardzo szybko i sku­tecznie zniechęcić do polowania.

Kilkanaście lat temu tego typu urządze­nia pozwalały jedynie na skarcenie psa, a lokalizacja zguby była możliwa przez włączenie sygnału dźwiękowego, o ile pies pozostawał w zasięgu. Technologia się rozwija i dzisiejsze obroże elektroniczne do prowadzenia psów daleko odbiegają od swoich pierwowzorów, oferując coraz więcej funkcji i możliwości.

Moje pierwsze doświadczenia zdo­bywałem na wyjątkowo „twardym” psie. […]

Cały tekst w kwietniowym numerze „Łowca Polskiego”

Aleksander Taras / fot. Andrzej Wierzbieniec.