fot. Rafał Łapiński

Antyłowieckie nonsensy

0
4195

Prawda o środowiskach nieprzychylnych myśliwym została w spektakularny sposób obnażona, a wszystko to za sprawą… „Gazety Wyborczej”. Co prawda redakcja nie uczyniła chyba tego w sposób zamierzony, ale myśliwi nie są przecież małostkowi i składają dziennikarzom wyrazy wdzięczności.

Zacznijmy jednak od początku. Myśliwi z ZO PZŁ w Białymstoku przeprowadzili wraz z rolnikami akcję przeczesywania łąk przed sianokosami, aby zabezpieczyć gniazda ptaków gatunków łownych i chronionych, a także ocalić koźlęta, które o tej porze roku nie zdołają jeszcze uciec przed kosiarkami. O zakończonym powodzeniem przedsięwzięciu poinformowały telewizje Polsat oraz TVP3, a także lokalna rozgłośnia radiowa i lokalna prasa. O skali sukcesu najlepiej świadczy reakcja środowisk antyłowieckich, które w artykule opublikowanym przez białostocki dodatek „Gazety Wyborczej” z 9 czerwca oskarżyły nas o hipokryzję i medialną ustawkę. Dziennikarz przytacza też tekst z portalu farmer.pl, gdzie z kolei stawia się pytanie o to, „który z rolników będzie zainteresowany podobną usługą i zaprosi kilkudziesięcioosobową »wycieczkę« (oraz psy), by zdeptali im trawę przed koszeniem”.

Najlepszym komentarzem do powyższego jest kolejny artykuł z lokalnego wydania „Gazety Wyborczej”, tym razem z Bielska-Białej, z 10 czerwca. Tam z kolei tytuł krzyczy: „Tragedia w trawie. Kosiarka poobcinała nogi małych saren”. Co zaleca się, aby uniknąć takich przykrych zdarzeń? W artykule czytamy, co następuje: „Na rynku pojawił się już sprzęt wyposażony w specjalne detektory wykrywające zwierzęta ukrywające się wśród traw. Można też po prostu przejść się po łące z kijem i sprawdzić, czy gdzieś nie chowa się mała sarna. Jeśli łąka jest duża, świetnie sprawdzi się pies, o ile oczywiście mamy pewność, że jeśli znajdzie malucha, to nic mu nie zrobi”.

Wystarczy zestawić te dwa materiały prasowe, by wyrobić sobie opinię na temat roli łowiectwa w ochronie przyrody. Dodajmy też, że podczas akcji, która rozegrała się opodal Białegostoku (a wzorowanej na tych, które na zachodzie Europy są normą), oprócz gniazda bażanta (o czym wspomniano w „Gazecie Wyborczej”), oznaczono także gniazdo chronionej prawem sieweczki, co można zobaczyć na załączonym filmie (miejsce to zostanie zabezpieczone przed zabiegami agrotechnicznymi). Ale dla środowiska antyłowieckiego nie będzie to zapewne żaden argument. W końcu, jeśli fakty są przeciwko niemu, to tym gorzej dla faktów.

Redakcja „Łowca Polskiego” / fot. Rafał Łapiński.

Reklama