fot. Artur Sawicki

Festyn leśnych ludzi

0
185

Łowiectwo to forma aktywnej ochrony środowiska, stąd też liczna obecność myśliwych podczas ważnej imprezy o charakterze edukacyjno-ekologicznym, która odbyła się w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Ogólnopolskie Dni Ochrony Środowiska objął honorowym patronatem prezydent RP Andrzej Duda.

Wydarzenie miało szcze­gólny charakter z uwagi na obchody 95-lecia Lasów Państwowych. Impreza była wydarzeniem dwudniowym, poprze­dzonym konferencją z udziałem wiceminister środowiska Małgorzaty Golińskiej, ale to właśnie niedzielny piknik cieszył się największym zain­teresowaniem. Na odwiedzających czekało 30 stanowisk, w tym to przy­gotowane przez ZO PZŁ w War­szawie i zaprzyjaźnionych studen­tów z SGGW. Edukacyjne zabawy polegały na dopasowaniu tropów do odpowiednich gatunków zwie­rzyny. Każdy mógł się przekonać, jak wyglądają wieniec, rosochy, łopaty czy parostki. Wprawdzie prowadzona przez nas akcja edukacyjna „Sarna nie jest żoną jelenia” przynosi pierw­sze rezultaty, ale wciąż wiele osób nie widzi różnicy między rogami a porożem.

Wszystkiego można było dotknąć – sukni dzika, futra lisa czy turzycy. Ciekawość nie opuszczała zarówno młodszych, jak i starszych, a pytań kierowanych do nas było co nie­miara. Jednych interesowały biologia i behawior zwierzyny, inni chcieli wie­dzieć, co robić, gdy podczas spaceru napotka się dzika. Nie brakło wresz­cie i takich, którzy poruszali kwestię zasadności polowań. Pytali nie tylko o nasze motywacje i sens prowadze­nia gospodarki łowieckiej, ale także o to, co robimy z upolowaną zwie­rzyną. Nie baliśmy się pytań trud­nych – w Łazienkach Królewskich pojawiliśmy się właśnie po to, aby na nie odpowiadać! Tłumaczyliśmy, że łowiectwo to nie sport, a aktywna forma ochrony przyrody. Mówili­śmy o zaletach i walorach dziczyzny, o których każdy mógł się przekonać samemu, wybierając się do stoiska „Dobre z lasu”. Tam Lasy Państwowe przygotowały degustację wyśmieni­tych wyrobów z dziczyzny.

Jak zawsze w takich sytuacjach uwagę przykuwały ptaki łowcze, które prezentowały nasze nieocenione war­szawskie sokolniczki: Agata Telimena Bielawska i Marlena Koźlińska. Aga­cie towarzyszył myszołowiec, okre­ślany potocznie jastrzębiem Harrisa, a Marlenie raróg, którego nazywano niegdyś sokołem polskim. Nic dziw­nego, że w dawnych czasach mawiało się: „patrzeć jak na raroga”, czyli z podziwem…

Dzięki relacjom Telewizji Super­stacja nasza akcja edukacyjna miała naprawdę imponujący zasięg. W wywiadach obalaliśmy mit, że w świecie tak zmienionym przez człowieka przyroda sama się regu­luje. Wyjaśnialiśmy też jak dbać o las, który jest naszym wspólnym dobrem.

Sukces imprezy w Łazienkach Kró­lewskich dowiódł, że praca u podstaw to w tej chwili obowiązek wszystkich członków PZŁ, a argumenty, po które sięgamy, trafiają do osób niezwiąza­nych (jeszcze) z naszą pasją.

Krzysztof Turowski / fot. Artur Sawicki

Reklama