Gończy na tropie

0
173

Odnalezienie dwóch postrzał­ków – oto efekt udziału uło­żonych psów w trwającym cztery dni Mazurskim Rykowisku. Odbyła się tam pierwsza ocena tropo­wców dla gończych polskich w natu­ralnych warunkach.

Z racji deszczowej pogody ryko­wisko na dwa dni ucichło. Mimo to czekaliśmy w pełnej gotowości na zgłoszenia ewentualnych postrzał­ków. Telefon zadzwonił o 22.00. Chodziło o medalowego byka, tra­fienie zostało potwierdzone, łowisko znajdowało się w odległości 140 km. W pierwszej kolejności wyruszył pies z czeskim przewodnikiem. Gończy podjął pracę, ale kilkunastogodzinna ścieżka okazała się dla niego zbyt trudna. W tej sytuacji sędziowie zde­cydowali się na wysłanie psa kon­trolnego. Do pracy przystąpił nieza­wodny gończy polski Lara Jednorożec ze swoim przewodnikiem Szymonem Kępczyńskim. Suka od razu podjęła trop i pociągnęła w głąb podmokłej olszyny. W pewnym momencie tra­fiła na arenę rykowiska. W powietrzu czuć było zapach piżma. Pies stracił orientację. Doświadczenie nakazało menerowi puścić psa luzem i dać mu możliwość swobodnego odnalezienia właściwego tropu. Po kilkudziesięciu minutach Larze udało się rozwikłać zagadkę. Widząc gończego na odbior­niku GPS, mener podążył za nim.

Po dwóch kilometrach Lara stanowiła byka! Przyszedł czas na ostatni kęs, pieczęć i złom. Niefortunny strzelec przyznał, że już tracił wiarę w odnale­zienie byka.

W trakcie sezonu koledzy pracu­jący z tropowcami podnoszą wiele takich postrzałków, a każdy przewod­nik doskonale wie, że czyste pudła zdarzają się niezwykle rzadko. Praca z tropowcem wymaga wyrzeczeń i cierpliwości. Z pewnością nie jest to zajęcie dla każdego, ale przynosi satysfakcję.

Tropowce to liczna grupa psów myśliwskich, składająca się z wielu ras, a nie tylko z posokowców, jak niektórym może się wydawać. To dla­tego zorganizowaliśmy warsztaty i pierwszą w Polsce ocenę tropowców dla gończych polskich na naturalnych postrzałkach – Mazurskie Rykowi­sko. Impreza nie doszłaby do skutku, gdyby nie znakomita współpraca między Klubem Gończego Polskiego przy PZŁ, Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Olsztynie oraz firmą Tracker Polska.

Cel był prosty – chodziło o zwery­fikowanie umiejętności psów w trud­nych warunkach. Formuła zakładała, że w trakcie czterech dni przewodnicy z sędziami przebywają w ośrodku niedaleko Olsztyna i czekają na zgło­szenia postrzałków z okolicznych obwodów. Wiemy już, że w przy­szłości będziemy kontynuować takie działania. Dla menerów to znakomita okazja do wymiany doświadczeń. Przede wszystkim jednak odnajdu­jemy postrzałki, które uchodziły za stracone.

Maciej Durski

Reklama