fot. Rafał Łapiński

Gwizd zabłąkanej kuli

0
554

Teorię znamy wszyscy. Rykoszet to pocisk wystrzelony pod innym kątem niż prostopadle do powierzchni i od niej odbity. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo zaskakujący może być jego tor.

Podczas polowania zbio­rowego myśliwy strzelił do dzika znajdującego się na wprost niego, w odle­głości około 20 metrów. Użył broni gładkolufowej i ciężkiej, 36-gra­mowej breneki. Pocisk odbił się od grubego buka, wrócił w kierunku strzelca i wbił się w jodłę bardzo bli­sko jego głowy.

Innemu myśliwemu podczas zbio­rówki coś strąciło kapelusz. I winy nie ponosiły wiatr ani gałązka tylko rykoszetujący pocisk – sądząc po wielkości otworu była to bre­neka. Nemrod pewnie po raz pierw­szy w życiu błogosławił swój niski wzrost…

W trakcie pędzenia w gęstym zagaj­niku padło kilka strzałów do watahy dzików. Strzelano zarówno z broni gwintowanej, jak i gładkolufowej. Gwizd zabłąkanej kuli słyszało kilka osób. Pocisk wykonał kilka nieprze­widywalnych odbić i zakończył lot, wbijając się głęboko w drzewo iglaste, tuż obok naganiacza.

Mocny pocisk kalibru .454 Casull miał trafić dzika, ale myśliwy chy­bił. Na drodze kuli znalazł się polny kamień. Nieprzyjemny, przenikliwy dźwięk rykoszetu najlepiej słyszał myśliwy stojący z boku, kilka­set metrów dalej. Pocisk upadł bli­sko niego.

Myśliwy strzelał do dzika z odle­głości około … […]

Cały tekst w kwietniowym numerze “Łowca Polskiego”

Marek Czerwiński