fot. Shutterstock

Karnawał ole!

0
157

„Gdzieś Hiszpania za górami, a tu zima, karnawał jest z nami” – śpiewał w niezapomnianej frazie Jerzy Połomski. Nie dodawał, że skoro z nami jest zima oraz karnawał, to muszą też być dania konkretne, z dziczyzny.

Tematem wspomnianej na wstępie szansony jest rzecz raczej abstrakcyjna, mianowicie hiszpański walczyk, czyli coś, co raczej w przyro­dzie nie występuje, lecz najwyraźniej Wiedeń się nie rymował, poza tym on za górami nie jest, w przeciwieństwie do Półwyspu Iberyjskiego, odgro­dzonego od reszty świata Pirenejami. W czasach największej popularności rzeczonej piosenki wyjazd z Polski na Półwysep Iberyjski był niemal niemożliwy, gdyż Hiszpanią rządził Franco, Portugalią – Salazar, a obaj nie cieszyli się najlepszą reputacją wśród władz tak zwanych demokra­cji ludowych.

Zatem rodacy w karnawale tańczyli hiszpańskiego walczyka wyśpiewywanego przez artystę Połomskiego, a zajadali się bigosem, bo nawet im do głowy nie przyszło, by ugotować coś z Hiszpanii bądź Portugalii, skoro rządzą tymi nie­szczęsnymi krajami kręgi klerykalno­-faszystowskie, chodzące na pasku podżegaczy wojennych z Ameryki oraz rewizjonistów z Bonn.

Dziś sytuację mamy zgoła odmienną. Na Półwysep Iberyjski jeździmy ochoczo, równie chętnie wcinamy różne tamtejsze przysmaki. Zima dalej istnieje, choć mniej jest ostra, karnawał też trwa i nadal rządzi się podobnymi prawami. By móc sza­leć, potrzebujemy jedzenia konkret­nego, kalorycznego i energetycznego. By móc zapraszać gości i bawić się wraz z nimi, a nie ślęczeć w kuchni i dawać baczenie na stopień wysmaże­nia steków czy też rośnięcie sufletów, potrzebujemy przepisów na dania, które można zrobić dzień, a nawet dwa wcześniej, na dania takie, które jedynie zyskują po odgrzaniu. […]

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Robert Makłowicz