fot. Shutterstock

Kasa z wilka

0
32

Ostatnie wilki na wolności widziano w Szko­cji około 1680 roku i przez kilka stuleci nikt za nimi nie tęsknił. Wiele wskazuje na to, że ten stan może ulec zmianie. Niektórym Szko­tom marzy się powrót tego drapieżnika. Kilku właści­cieli ziemskich od lat czyni starania o ich reintrodukcję, a jeden z nich uważa nawet, że szkockie wzgórza powinny być zamieszki­wane przez całą gamę wiel­kich drapieżników Europy, z rysiem, wilkiem i niedź­wiedziem włącznie!

Zwolennicy koncepcji powrotu wilka – i zazwy­czaj jednocześnie zagorzali przeciwnicy łowiectwa – wskazują na dosko­nałą bazę żerową i chętnie powołują się na problemy wynikające z lokalnego przegęszczenia jeleniowa­tych, skwapliwie pomijając tamtejsze uwarunkowania. Warto pamiętać, że Wyspy Brytyjskie są dziś siedli­skiem sześciu gatunków jeleniowatych żyjących na wolności, a także o tym, że własność zwierzyny powiązana jest z własno­ścią gruntu.

W wywiadach na temat potencjalnych korzyści z reintrodukcji wilków w Szkocji zwolennikom tej koncepcji kilkukrot­nie wymsknęły się stwier­dzenia, że gdyby ist­niało połączenie lądowe z Europą, wilki miałyby szansę naturalnej migra­cji, a w wypadku braku społecznego poparcia dla ich powrotu z pewnością mogłyby liczyć na ofiar­ność pseudoekologów, którzy „w ten lub inny spo­sób” gotowi są zapewnić wilkom niezbędną pomoc.

Ale po co? Sensowna odpowiedź na to pytanie pada wyjątkowo rzadko, ale ostatnio udzielił jej jeden ze zwolenni­ków koncepcji, który twierdzi, że w Szwe­cji na taką zgodę czeka wataha gotowa do trans­portu do jego prywatnego rezerwatu o powierzchni 9 tys. ha, gdzie wraz z sąsiednimi majątkami miałyby do dyspozycji ponad 20 tys. ha. Okazuje się bowiem, że kluczem do jego prywatnej motywa­cji jest… informacja jakoby od czasu reintrodukcji w amerykańskim parku Yellowstone w 1995 roku wilki generują tam rocz­nie 40 milionów dolarów dodatkowego przychodu!

(AT)