fot. Rafał Łapiński

Kiedy zabraknie myśliwych

0
948

Ekostrażnicy tak się zapędzili w działaniach mających na celu ochronę zwierząt, że zaczęli najeżdżać osady poza parkiem, więzić podejrzanych o kłusownictwo, a wobec opornych stosować tortury.

Ta historia wydarzyła się na tyle dawno i daleko, że mało kto ją dziś pamięta. Gdy rząd Kenii zakazał polowań na terenie całego kraju, w ciągu pięciu lat wybito 70 procent słoni (ponad sto tysięcy), 95 procent noso­rożców i 80 procent całej pozostałej zwierzyny. Kłusownictwo stało się tak powszechne, że jedynie w rezerwatach, ochranianych przez uzbrojonych strażni­ków, cokolwiek miało szansę przeżyć. Objawiła się przy tym paradoksalna prawda, że dzikie zwierzęta, na które przestaje się polować, stają się wyłącznie szkodnikami i trzeba je zlikwidować.

Pewne szanse na przetrwanie afrykańskich gatunków – szczególnie słoni i noso­rożców – dało utworzenie parków narodowych. Wyszkoleni przez weteranów z Iraku i Afganistanu, uzbrojeni niczym armia strażnicy parkowi toczą do dziś regularne bitwy z kłusownikami. Z obszaru rezerwatów wysiedlono też wszystkich rdzennych mieszkańców – całe wioski, a nawet plemiona. Ekostrażnicy tak się zapędzili w dzia­łaniach mających na celu ochronę zwierząt, że zaczęli najeżdżać osady poza parkiem, więzić podejrzanych o kłusownictwo, a wobec opornych stosować tortury.

Dzikie kraje, dzikie obyczaje – tak można by to sobie tłumaczyć. Jednak po śmierci pewnego staruszka w Nepalu, niesłusznie oskarżonego o posiadanie rogu nosorożca; po odkryciu, że w Afryce torturowano nawet 11-letniego chłopca, jasne się stało, że … […]

Cały tekst w kwietniowym numerze “Łowca Polskiego”

Paweł Biliński / Kulą w miot.

Reklama