Kozica i szpilki

0
319

Pięć lat to w życiu organizacji tak naprawdę niewiele. Nawet w ludzkim życiu to ledwie mgnienie. A jednak przez pięć lat można zrobić bardzo dużo. Tak jest w przypadku Galicyjskiego Oddziału Klubu Kolekcjonera i Kultury Łowieckiej PZŁ.

Już od początku istnienia oddział, który ma swą siedzibę w urokli­wej podkrakowskiej Lanckoro­nie, małej wsi z wielką historią, przebo­jem wdarł się do czołówki oddziałów Klubu. Jest organizatorem corocznych Galicyjskich Giełd Kolekcjonerskich oraz wymyślonych i prowadzonych przez Marka Krzemienia Lanckoroń­skich Spotkań z Kulturą Łowiecką, któ­rych odbyło się już dwadzieścia! Były one poświęcone m.in. muzyce myśliw­skiej, naszej kuchni, kolędom myśliw­skim, książkom, znaczkom poczto­wym, malarstwu, fotografii o tematyce myśliwskiej. Gośćmi spotkań byli tak znakomici znawcy tematu, jak: Jerzy Janicki, Krzysztof Kadlec, Krzysztof Lechowski, Krzysztof Mielnikiewicz, Zbigniew Korzeniowski i Wojciech Plewiński.

Członkowie oddziału wspólnie polują, spotykają się na imprezach klu­bowych, ale przede wszystkim prezen­tują swoje zbiory. Przez te 5 lat poka­zali je na wielu mniejszych i większych ekspozycjach, ale najważniejsza była organizacja takich wystaw, jak „Kolek­cjonerstwo nasza pasja” na Zamku Kapi­tuły Pomezańskiej w Kwidzynie (2012), „Straż Łowiecka i Lasowa” na Hubertu­sie Expo 2014, „Polskie wystawy i eks­pozycje łowieckie” – Gołuchów 2017. Odrębnym wydarzeniem była wystawa w 2015 roku na Zamku Habsburgów w Żywcu: „Myśliwska Galicja wczoraj i dziś” – bez wątpienia najznamienit­sza ekspozycja polskiej sztuki łowieckiej w XXI wieku.

To wszystko zostało docenione przez kolekcjonerskie bractwo, które dało wyraz swemu uznaniu dla Galicjaków, tłumnie pojawiając się na pierwszym jubileuszu klubu. Stawił się kwiat kolek­cjonerów łowieckich z prezesem klubu Markiem Stańczykowskim. Był sam „cesarz kolekcjonerskiego bractwa” Witold Sikorski i byli jego koledzy, któ­rzy tak jak on posiadają największą god­ność w naszym związku – czyli hono­rowi członkowie PZŁ – Alfred Hałasa i Wiktor Szukalski, a także honorowi członkowie KKiKŁ Marek Krzemień oraz Marek Szczepan Markowski, był „hetman piśmiennictwa łowieckiego” Leszek Szewczyk, wśród gości widziano znanego kolejarza Tomka Grzesiaka i strażaka Jacka Przybylskiego – obu chłopów słusznej postury. Między nimi jawił się skromny Tadeusz Kowalski i wielce szanowany w gronie myśliwych Podkarpacia Henryk Karnas – wieloletni redaktor „Łowca Galicyjskiego” oraz Król Kurkowy Jan Dziura-Bartkiewicz.

Jak jubileusz, to musiały być wła­dze. Czterech prezesów okręgowych rad łowieckich – Franciszek Strzałka z Bielska, Janusz Szkatuła z Krakowa, z Prze­myśla Adam Chmielowski i z Zielonej Góry Andrzej Skibiński, do tego dwóch łowczych okręgowych – niezwykle tu lubiany łowczy z Bielska-Białej Michał Jordan i dopiero uczący się fachu łowczy z Zielonej Góry Jacek Banaszek.

Byli goście z Lublina: Stanisław Ostański i Janusz Siek – redaktor naczelny „Kultury Łowieckiej”, był też gospodarz – wójt gminy Lanckorona Tadeusz Łopata. Było jeszcze wiele zna­komitych postaci, których tu wymienić nie sposób. Dość powiedzieć, że samych tych, którzy dostąpili zaszczytu wbicia gwoździa do drzewca sztandaru, było osiemdziesięcioro troje. Bo też wręczenie sztandaru było kulminacyjnym punk­tem obchodów.

Wszystko odbyło się „jak w książce pisze”. Najpierw msza święta w miej­scowym kościółku koncelebrowana przez kapelana beskidzkich myśliwych ks. Adama Ciapkę oraz proboszcza miej­scowej parafii ks. Jana Bobrka w asyście sztandarów oddziałów Klubu Kolekcjo­nera – w tym najmłodszego do tej pory – sztandaru oddziału legnickiego KKiKŁ im. kpt. Władysława Kobylańskiego.

W czasie mszy z rąk prezesa Marka Stańczykowskiego sztandar przejął prezes oddziału galicyjskiego Bogdan Kowalcze, który zgodnie z ceremo­niałem zaprezentował go zebranym, po czym oddał w pieczę pocztu sztanda­rowego prowadzonego przez chorążego Michała Wójcickiego.

Po nabożeństwie uczestnicy uroczy­stości zwartą kolumną, ze sztandarami na czele przemaszerowali pięknymi ulicz­kami Lanckorony do miejscowego domu kultury, gdzie nastąpiło dalsze fetowanie. Rozpoczął je Krzyszfof Kadlec, ogłasza­jąc wszem i wobec, że na tak uroczystą okazję skomponował fanfarę myśliwską, po czym ją oczywiście wykonał. Od razu zrobiło się uroczyście i rodzinnie.

Po tym wstępie przyszedł czas na łowieckie władze. Jako że Lancko­rona – nieformalna siedziba klubu – znajduje się na terenie bielskiej orga­nizacji łowieckiej, jej szefowie – prezes Strzałka i łowczy Jordan – udekoro­wali nowy sztandar Złotym Medalem za Zasługi dla Łowiectwa Beskidzkiego.

Potem już poszło. Marek Krzemień, prowadzący całą uroczystość, co rusz wywoływał kolejnych mówców, którzy wygłaszali stosowne, a nader miłe lau­dacje pod adresem galicyjskich kolek­cjonerów, w szczególności prezesa klubu Bogdana Kowalcze. A jak wiadomo, rolą prezesa jest ciężka praca na zapleczu i wypinanie piersi do orderów na sce­nie. Nie inaczej było tym razem. Prezes w imieniu oddziału odebrał również piękny obraz przedstawiający tatrzańską kozicę ufundowany przez zielonogór­skich myśliwych a namalowany przez Mirka Szunia, w imieniu legnickiego oddziału litografie z początków ubie­głego wieku wręczyli Mariusz Oskroba i Jacek Przybylski, były listy i adresy od członków honorowych PZŁ, władz łowieckich i gospodarzy gminy.

I byłby prezes Kowalcze bohate­rem wieczoru, gdyby nie Anna Kania – dyrektorka miejscowego Domu Kultury od lat współpracująca z myśliwymi, a teraz i z łowieckimi kolekcjonerami. Otóż pani Ania „na początek” odebrała legitymację klubową nr 900. Po kilku minutach została wywołana do tablicy celem odbioru podziękowań dla kiero­wanej przez nią instytucji. Gdy została poproszona o wejście na wysoką scenę po raz trzeci, rzuciła krótko: „Gdybym wiedziała, że tyle razy będę musiała tu wchodzić, nie zakładałabym szpilek”. A szpilki pani Ani były rzeczywiście imponujące! I to one, a nie postura pre­zesa Kowalcze, rozgrzały serca gości.

Część oficjalną zakończyły trady­cyjne wbijanie gwoździ, oglądanie wystawy dorobku oddziału i wspólne zdjęcie. Potem była prawdziwa myśliw­ska biesiada, której nie przeszkodził nawet deszcz, a hitem okazała się zna­komita „Pigwówka Galicyjska” przygo­towana specjalnie na jubileusz, a której zapasy wydawały się nieprzebrane.

Następnego dnia na lanckorońskim rynku odbyła się kolejna, piąta już Giełda Kolekcjonerska, która zna­komicie wpisała się w obchody Dni Lanckorony i która wzbudziła spore zainteresowanie licznych turystów przybyłych do tej urokliwej wioski na niedzielny wypad.

Jubileusz 5-lecia Galicyjskiego Oddziału Klubu Kolekcjonera i Kultury Łowieckiej PZŁ był imprezą z rozma­chem, godną tak znakomitego, choć młodego oddziału tego klubu. Ciekawe, co będzie za kolejne lat pięć?

Andrzej Chojnowski