fot. Shutterstock

Król rozbrojony

0
1236

Myśliwy spod Wrocławia zgubił po polowaniu broń. Powinien donieść na siebie i spokojnie czekać na wyrok. Karą może być grzywna, a nawet rok więzienia. Część prawników uważa, że to absurd.

Takie łowy pamięta się do końca życia. Myśliwy spod Wrocławia na leśnej zbiorówce miał ogromne szczęście. 11 listopada ubiegłego roku w jednym pędzeniu strzelił cztery dziki. Został królem polowania. Radość nie trwała długo.

– Dojechałem do domu, się­gam po futerał z bronią, a pokro­wiec pusty! Odtworzyłem w głowie wypadki. Pakowanie po pokocie. Pies, torba, emocje polowania… W tym czasie sztucer leżał na dachu auta. Ruszyłem i pewnie zsunął się na wybojach – wspomina król łowów.

Łowca natychmiast jedzie z powro­tem do domku myśliwskiego. Po dro­dze telefon. Dzwoni łowczy i mówi, że na miejscu jest już policja i ma jego zagubioną „cezetkę”.

– Sztucer znaleźli na pobo­czu drogi przechodnie – informuje Monika Perec z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. – Zachowali się właściwie i wezwali mundu­rowych. Ustaliliśmy, że w pobliżu było zbiorowe polowanie. Czło­nek zarządu koła rozpoznał, czyja to może być broń – wspomina policjantka.

Policjanci nie robili zbędnych cere­gieli. Spisali dokumenty i oddali sztu­cer właścicielowi. To jednak nie koń­czy historii. Ruszyło postępowanie w sprawie nieumyślnej utraty broni. Myśliwemu grozi … […]

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Marek Ledwosiński