Kulawka dla pokoleń

0
223

Rytonów, jakie wykonuje – w kształcie latarni wilka, łba odyńca czy niedźwiedzia – nie powstydziłby się nawet mistrz zaopatrujący carski dwór. Wśród wiernych klientów Mateusza Krupińskiego są kolekcjonerzy, koła łowieckie, a także pewien myśliwy, który do oprawienia dostarczył dotychczas 26 par grandli.

Co roku późną jesienią spo­dziewa się telefonu z pyta­niem: „Czy mógłbym ponowić zamówienie?”. Nie trzeba więcej słów – i tak dosko­nale wiadomo, o co chodzi. Pewien myśliwy o słusznym już stażu łowiec­kim w sezonie strzela jednego, ale za to starannie wybranego łownego byka. Wieniec – zwykle medalowy – trafia na ścianę, a pięknie opalone grandle zostają wysłane do Mateusza Krupińskiego, aby oprawił je w złoto lub srebro i zamienił w eleganckie spinki do koszuli albo w bolo.

– Nie bardzo chciałem uwierzyć, że wszystkie byki strzelił osobiście – wspomina Krupiński. – Kiedy więc los rzucił mnie w pobliże jego domu, zdecydowałem się przyjąć zaprosze­nie i złożyłem mu wizytę. Okazało się, że aby należycie wyeksponować trofea, mój klient dokonał w rezyden­cji nieznacznej przebudowy. Nakazał zburzyć basen i w jego miejsce posta­wił myśliwski pawilon. Tam wiszą sobie wieńce. A zważywszy na pozo­stawioną wolną przestrzeń, można przypuszczać, że jako łowca jeleni gospodarz nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Spośród szczególnych zamówień zapamiętał zwłaszcza to na kulawkę w formie łba byka. Wieniec miał stanowić odwzorowanie konkret­nego trofeum – poroża regularnego szesnastka strzelonego przez zlece­niodawcę. Mateusz raźno przystąpił do pracy, ale jego zapał stygł w miarę, jak kontrahent zgłaszał coraz to nowe zastrzeżenia do kolejnych wersji wykonanej już kulawki. A to oczniaki okazywały się za mało saniowate, a to rozłoga za wąska. Dość, że zamó­wienie zostało odebrane dopiero za czwartym podejściem, gdy cierpli­wość, z której przecież każdy jubiler słynie, była już na wyczerpaniu. […]

Cały tekst w grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec