fot. Shutterstock

Kuny na wiewiórki

0
444

Absurdalne rozwiązanie pro­blemu szarych wiewiórek  proponują niektóre organizacje ekologiczne, znane przede wszystkim z antyłowieckiego nastawienia.

Suge­rują, by w walce z inwazją tych gryzoni zaprzestać jakichkolwiek odłowów i odstrzałów, a problem eksterminacji szarej wiewiórki pozostawić naturze, ściślej zaś rzecz biorąc – kunom leśnym. „Zieloni” pseudonaukowcy powołują się na poczynione w sąsiedniej Irlandii obserwacje, z których wynika, że kuny leśne stanowią kluczowy czynnik reduk­cyjny tamtejszej populacji wiewiórek szarych.

Okazuje się, że kuny nie są zagroże­niem dla rodzimych gryzoni. Wiewiórki rude są wystarczająco małe i wystarcza­jąco lekkie, by skutecznie chronić się przed atakami kun, znajdując schro­nienie na końcach cienkich gałązek drzew i krzewów, dokąd nie są w stanie dotrzeć cięższe drapieżniki. Ich szare kuzynki, które ewoluowały bez presji ze strony kun, są większe, wolniejsze i zdecydowanie więcej czasu spędzają na ziemi, stanowiąc dla zwinnych kun łatwy łup.

Na dowód przywołuje się sytuację w Szkocji, gdzie wiewiórki szare są rzadko spotykane i gdzie wciąż jeszcze utrzymuje się dość stabilna populacja wiewiórek rudych za sprawą obecności kun – jak się to tłumaczy. W czym jest problem? Nawet jeśli sytuacja w Szkocji wyjaśnia relacje kun i wiewiórek, zapomina się, że tamtejsza populacja tumaków szacowana jest na około 4 tys. osobników,

podczas gdy na terenie Anglii i Walii dopiero w ubiegłym roku udało się zdobyć niepodważalny dowód obecności tego gatunku. Przypadkowa fotografia miło­śnika przyrody wykonana w jednym z największych brytyjskich rezerwatów leśnych stała się w zeszłym roku sensa­cją przyrodniczą, po raz pierwszy od stu lat dowodząc obecności tego gatunku poza Szkocją.

To stanowczo zbyt mało, by uporać się z presją ze strony inwazji sza­rych gryzoni. Co więcej, orędownicy naturalnego rozwiązania problemu szarych wiewiórek (czytaj: bez odłowów i bez odstrzałów) zupełnie ignorują o wiele poważniejszą kwestię. Co się stanie, kiedy kuny zjedzą już wszystkie wiewiórki? – pytają retorycznie miło­śnicy ptaków, którzy wobec poprawy liczebności wielu gatunków ptaków w ostatnich latach z nieobecności kun są akurat bardzo zadowoleni.

Jak echo wraca ubiegłoroczny raport na temat sposobów zarządza­nia rezerwatami znajdującymi się pod opieką Królewskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (Royal Society for the Protection of Birds), znanego z niechęci do łowiectwa i jego roli w ochronie przyrody i gospodarki zasobami natu­ralnymi, w którym ujawniono dane na temat redukcyjnych odstrzałów drapieżników i szkodników na terenach parków i rezerwatów znajdujących się pod kontrolą RSPB, jednoznacznie potwierdzając, że nie sprawdził się żaden z programów „bezkrwawej” kontroli i że skuteczna ochrona wymaga prowadzenia odstrzałów i odłowów redukcyjnych.

Gabriel Wolniewicz / fot. Shutterstock

Reklama