fot. Shutterstock

Ładny pasztet

0
189

Wszystkie pasztety rodowód swój wywodzą od florenckiej fegatini, czyli pasty z uduszonych w winie i maśle wątróbek drobiowych, rozcieranych z kaparami i filecikami z sardeli.

Pasztet jadamy widelcem, ale – nad czym szczerze ubolewam – to nie my wprowadziliśmy ten obyczaj.

Trudno wyobrazić sobie rodzimy wielkanocny stół bez pasztetów, a pasztety w wykonaniu Czytel­ników niniejszego periodyku bez dziczyzny, więc by oba wyobrażenia ciałem się stały, mam dziś receptę na pasztet wielkanocny z dziczy­zną. Skrupulantów pragnę uspokoić, że jest to pasztet zupełnie inny niż ten, który rekomendowałem onegdaj na tych łamach z okazji świąt Bożego Narodzenia. Z nowym przepisem w tej materii problemów nie ma naj­mniejszych, rodzina pasztetów jest bowiem nie tylko rumiana, ale i wielka.

Protoplastę rodu ludzkiego, tak dziś rozrośniętego, da się wskazać bez trudu, bo przecież Noe mu było na imię, tak samo wiemy, kto był ojcem a zarazem matką licznej współ­cześnie pasztetowej familii. To mia­nowicie florencka fegatini, czyli pasta z uduszonych w winie i maśle wątró­bek drobiowych, rozcieranych z kapa­rami i filecikami z sardeli. Jak już tu kiedyś pisałem, przepis na ów spe­cjał przywiozła z Florencji do Paryża Katarzyna Medycejska, poślubiwszy Henryka Orleańskiego, czyli króla Francji Henryka II. Kulturowe oraz kulinarne skutki tego mariażu wpły­nęły też na nasze zwyczaje jedze­niowe, choć nie tylko o powstałe na bazie fegatini pasztety tu chodzi. Pewien wzmożony narodowo polski polityk oświadczył jakiś czas temu, że to Polacy nauczyli Francuzów jeść widelcem. Dowodem na to stwier­dzenie miał być fakt, że …[…]

Cały tekst w kwietniowym numerze “Łowca Polskiego”

Robert Makłowicz