Łowca incognito

0
223

Związkowe struktury nie są w stanie zrobić tego, co my sami. Odczarowanie myśliwych powinniśmy zacząć od nas. Jesteśmy zwykłymi obywatelami o nieprzeciętnych zainteresowaniach.

Kiedy wychodzę na ulice Warszawy, często nachodzi mnie myśl, czy wśród osób, które mijam, są myśliwi. W metrze czy tramwaju doszukuję się tych drobnych – dla innych może niezauważalnych – detali, które z war­szawiaka w moich oczach zrobią myśliwego. Niestety, do tej pory nie mam wielu sukcesów.

Często myślę, skąd taki przysłowiowy Kowalski ma wiedzieć, że myśliwi są nor­malnymi ludźmi, takimi jak on? Siedząc przed telewizorem, ogląda pseudo-ekolo­gów, którzy wygadują bzdury o masakrze gęsi, a być może jego mechanik, u którego od lat zostawia auto, lekarz czy sąsiad, z którym wczoraj rozmawiał o dozorcy, jest myśliwym i może mu wytłumaczyć problem, którego nie ogarnia, albo dać możli­wość wyrobienia sobie własnego zdania.

Śmiało mogę podać siebie jako przykład, że wszelkiego rodzaju myśliwskie akcenty bardzo mi pomagają. Przytoczę tutaj historię pewnego taksówkarza. Jecha­łam na dworzec z bronią schowaną w futerale oraz podręczną walizką. Pan zwinnie zapakował bagaż do kufra, sugerując, by „gitarę” wziąć do środka. Popatrzył na mnie wnikliwie w lusterku i po chwili zapytał, w jakim kalibrze ten instrument. Bez skrę­powania odpowiedziałam, że 8 × 57JS. On na to, że od razu zorientował się, kim jestem, a „zdradziły” mnie ponoć lisia kita wisząca przy torebce i kolczyki z łusek.

Dalej rozmowa potoczyła się gładko … […]

Cały tekst w styczniowym numerze “Łowca Polskiego”

Joanna Głogowska