Łowcy jeleni

0
391

Co zrobić, by połowa spośród dwudziestu strzelanych byków otrzymała medal? Odpowiedź na to pytanie znają myśliwi z olsztyńskiego koła „Darz Bór”. 

Michael Vronsky, grany przez Roberta De Niro bohater filmu „Łowca jeleni”, powta­rzał, że byka trzeba powalić jednym strzałem. Dwa to chałtura. Tę zasadę wyznawał również myśliwy ze Stras­burga Francois Burdiat, który w latach 80. XX wieku przez osiem kolej­nych sezonów przyjeżdżał na rykowi­sko do łowiska Akademickiego Koła Łowieckiego „Darz Bór” z Olsztyna. Burdiat polował tylko z podchodu, z repetierem (jak filmowy Vronsky) lub ekspresem. Strzelał przy tym fan­tastycznie, a pudłował w zasadzie tylko na specjalne życzenie. Za każ­dym razem strzelał tylko jednego byka, ale za to łownego i o kapital­nym wieńcu. Przez te wszystkie lata upolował osiem sztuk – bez wyjątku złoto- i srebrnomedalowych. Kolekcją takich trofeów nie może się poszczycić żaden z członków koła…

Widmo z wysokiego lasu

Jego podprowadzającym był nie­odmiennie Czesław Hołdyński, dziś pełniący funkcję prezesa. Mimo upływu czasu pan Czesław doskonale pamięta okoliczności każdego polowania i może je odtworzyć z najdrobniejszymi szcze­gółami. Choćby historia z bykiem nie­uchwytnym niczym zjawa. Na długo przed świtem schodził z młodnika albo z wysokiego lasu do dziennej ostoi – porastającego torfowe gleby łęgu o wysokim podszycie. Słyszeli go za każdym razem – odzywał się nisko i z rzadka. Czuli jego obecność – cha­rakterystyczna woń piżma unosiła się w powietrzu – ale mimo regularnych wyjść o poranku i popołudniem byka nie udawało się spotkać. Wreszcie pią­tego dnia, o świcie, los się odmienił.

Podprowadzający zawabił głosem starego byka szukającego łani, a takiego wyzwania nie zignorował tym razem władca kniei.[…]

Cały tekst we wrześniowym numerze “Łowca Polskiego”

Bartosz Marzec / fot. Shutterstock.