fot. Shutterstock

Łowcy łbów

0
1313

Pod Gorlicami nieznani sprawcy wybijają najlepsze kozły i byki. Zabierają tylko szynki i trofea. Resztę zostawiają lisom. Myśliwi dają 7 tysięcy złotych nagrody za pomoc w ujęciu kłusowników.

– Zaczęło się w ubiegłym roku – wspomina prezes Koła „Ryś” z Gorlic. – Poznikały nam kozły. Nie jakieś tam słabeusze, ale te najlepsze, zarezerwo­wane na dewizówkę. Koledzy zadali sobie dużo trudu. Wyszukali kilka­naście pięknych, rewirowych rogaczy. Gdy przyjechali dewizowcy, kozłów nie było!

To nie był przypadek. Kilka kozłów mogło nie dożyć sezonu albo z nieznanych przyczyn zmie­nić terytoria, ale nie wszystkie. Było oczywiste, że w kniei pojawił się złodziej. Kłusownik nie zostawiał śladów. Wiadomo, sarna zwierzyna „bagażnikowa”.

Potwierdzenie przyszło tuż przed ubiegłorocznym rykowiskiem. Myśliwi wypatrzyli kilka mocnych byków dla dewizowców. Rychło później trzy z nich znaleźli mar­twe. Sprawcy odbili łby z medalo­wymi wieńcami. Tusze zostawili padlinożercom.

Znikające rogacze

Nowy sezon, stare kłopoty. Początek, jak przed rokiem. Roga­cze. Starannie wyszukane, wyselek­cjonowane i obserwowane przez kilka tygodni – u progu lata zaginęły. Wszyscy w kole wiedzieli, że kozły przeszły wiele sesji fotograficznych. Są zdjęcia i filmy. Nikt z miejscowych nie odważyłby się powiesić takiego trofeum na swojej ścianie. Wpadka murowana. […]

Cały tekst w grudniowym numerze “Łowca Polskiego”

Marek Ledwosiński / fot. Shutterstock / Magazyn.

Reklama