fot. GettyImages

Łowiecka dynastia

0
161

Wiek to żaden powód, by rezygnować z pasji. Przekonuje o tym przykład pewnej amerykańskiej diany. Mary Brittain, mieszkanka stanu Oregon, rozpoczęła łowiecką przygodę w 1955 roku, a jej wprowadzającym i opiekunem był mąż. Odtąd polowanie stało się rodzinną tradycją.

– Z początku nie miałam własnej broni – wspomina diana. – Po prostu towarzyszyłam mężowi, a on uczył mnie sztuki łowieckiej.

Kiedy myśliwy uznał, że nadszedł odpowiedni moment, pozwolił żonie strzelić pierwszego jelenia, a następnie kupił jej sztucer Savage kalibru .30-30, systemu lever action.

Pani Mary poluje głównie na jelenie wirginijskie i wapiti. Powtarza, że łowiectwo, jako forma aktywności na łonie natury, sprawia jej ogromną radość i jest źródłem pozytywnych emocji.

– Nie chodzi o sam strzał, lecz o satysfakcję, jaką daje obserwowanie zwierzyny i jej przechytrzenie – zaznacza Mary Brittain, akcentując przy tym, że nie poluje na nęciskach, bo cała sztuka polega na tropieniu.

Choć mąż diany zmarł kilka lat temu, ona wciąż powraca do tych samych rewirów (wybiera nawet te same kempingi). Nie poluje jednak sama – towarzyszą jej dwie córki, zięć i troje wnucząt.

– Wyruszamy razem, aby cieszyć się ze wspólnego przebywania w lesie i, rzecz jasna, strzelić jelenia – opowiada Mary Brittain. – To dla nas tradycja, tym cenniejsza, że wzmacnia więzi rodzinne i pozwala pozostać w dobrej kondycji.

Co prawda astma daje się nieco we znaki i starsza pani nie może już przemierzać lasów tak spraw- nie i szybko jak kiedyś, ale od czego są zwyżki? Obecnie poluje z bronią po mężu – półautomatycznym Remingtonem w kalibrze .30-06. Ostatnio upolowała mulaka czarno- ogonowego, którego wyśmienita dziczyzna zapełniła jej lodówkę na cały rok.

– Tamtego ranka polowaliśmy z córką i zięciem – wspomina. – Jeleń wyłonił się zza górskiego grzbietu, a po strzale padł w ogniu.

Choć diana nie poluje dla trofeów, musiała przyznać, że poroże było imponujące. Ponieważ odstrzał został zrealizowany, resztę czasu spędziła ciesząc się towarzystwem najbliższych.

Bartosz Marzec

Reklama