fot. Sylwia Adamiec

Łucznictwo szkołą charakteru

0
672

Co łączy łucznictwo i pirografię, czyli szlachetną sztukę wypalania w drewnie? Z pewnością bystre oko. To dzięki niemu strzała odnajduje drogę do celu, a w lesie udaje się „upolować” temat, z którym warto się zmierzyć.

O tych pasjach w rozmowie z „Łowcem Polskim” opowiada Julia Nicer.

Czy to prawda, że odkąd tylko wzięłaś do ręki łuk, wiedziałaś, że dołączysz do drużyny Artemidy?

– Najprawdziwsza prawda. Wszystko zaczęło się w trakcie targów w Sosnowcu od jednego strzału oddanego na stoisku Polish Bowhunting Association – Polskiego Stowarzyszenia Myślistwa Łuczniczego. To wtedy po raz pierwszy trzymałam łuk w ręku i – co ważne – trafi łam do makiety przelatka. Po miesiącu kupiłam swój pierwszy łuk bloczkowy, a niedługo potem pojechałam do Wrocławia na kurs organizowany przez PBA i przeszłam przez łucznicze egzaminy. Pierwszy sprawdzian polegał na trafieniu z 18 metrów w cztery z pięciu tarcz strzałami uzbrojonymi w broadheady (groty myśliwskie). Egzamin teoretyczny składał się ze stu pytań testowych. Trzeciego – najtrudniejszego, czyli imitacji polowania – nie dźwignę-łam za pierwszym razem. Zrobiłam to miesiąc później. Byłam jedyną kobietą przystępującą wtedy do egzaminów i, jak się okazało, jako trzecia kobieta w Polsce zdobyłam uprawnienia EBEP (European Bowhunter Education Program).

Dlaczego zdecydowałaś się na myślistwo łucznicze, a nie zwykłe polowanie z bronią?

– Łucznictwo to szkoła cierpliwości, opanowania i skupienia. Pozwala zbliżyć się do natury, a z racji na wysiłek, który trzeba włożyć w napięcie cięciwy i celowanie, sprawia, że zwierzyna ma większe szanse. Gdy poluję z łukiem …[…]

Cały tekst w lutowym numerze “Łowca Polskiego”

Piotr Szalaty

Reklama