Miasto świętego Huberta

0
122

„Padwa północy” i „Perła renesansu” – tak wielbiciele zabytków i historii nazywają Zamość. To także miasto od wieków związane z polskim łowiectwem. Dlatego to na zamojskim Rynku Wielkim myśliwi uczcili w tym roku swego patrona.

W lasach Roztocza polo­wali władcy naszego państwa, m.in. król Stefan Batory, którego łowy opisał Jan Kochanowski. Polowa­nia na grubego zwierza organizowano także w pobliskim Zwierzyńcu, nale­żącym do ordynacji Zamoyskich. Z tej przyczyny z okazji święta myśliwych i leśników otwarto wystawę „Łowiec­twie na ziemi zamojskiej”, a także zorganizowano konferencję „Zamość – Roztocze – Łowiectwo – UNE­SCO”. Pomyślano także o młodzieży – z myślą o uczniach zamojskich szkół przeprowadzono grę terenową połą­czoną z edukacją ekologiczną.

Uroczystości rozpoczęła msza święta, w trakcie której biskup dr Marian Rojek podkreślał, że łowiec­two mamy zapisane w genach. Prze­strzegał jednak, że myśliwska pasja nie może być celem samym w sobie, o czym przekonał się nasz patron, którego upomniał sam Chrystus pod postacią jelenia z gorejącym krzyżem między tykami wieńca. Łowiectwo – przypomniał biskup Rojek – powinno służyć naturze, m.in. przez regulację populacji zwierząt dziko żyjących czy zagospodarowanie łowisk. Wykorzy­stanie fauny do maksimum trzeba zaś uznać za grzech. Kto zaborczo eksplo­atuje środowisko, a także własne zdro­wie, kto nie poskromi chciwości, nie znajdzie w łowiectwie pokoju sumie­nia i radości – podkreślał duchowny.

Pokrzepieni słowem Bożym myśliwi – w towarzystwie jeźdźców – przeszli w pochodzie na Rynek Wielki. Władze związku reprezentował wiceprzewod­niczący ZG PZŁ płk dr hab. n. med. Leszek Markuszewski, który w prze­mówieniu akcentował, że polska kul­tura łowiecka nie ma sobie równych na świecie. Jako kardiolog dodał też z uśmiechem, że widok tylu pocztów sztandarowych i tak licznie przybyłej myśliwskiej braci ucieszy serce każ­dego, komu bliska jest nasza tradycja i ojczysta przyroda.

Podczas imprezy nie mogło zabrak­nąć potraw kuchni myśliwskiej, czyli najsmaczniejszego argumentu przemawiającego za naszą pasją. Kuba Wolski, realizując swój pro­jekt „Na dzikim szlaku”, przygoto­wał zawiesisty i aromatyczny gulasz z dzika, z winem i rozmarynem. Wydano dwa tysiące porcji! Organi­zatorzy nie zapomnieli o najbiedniej­szych, którzy stołują się w „Jadło­dzielni” – oni także mogli skosztować myśliwskiego przysmaku.

Nie zabrakło nieodmiennie cie­szących się zainteresowaniem poka­zów sokolniczych i psów ras myśliw­skich, a także koncertu sygnalistów myśliwskich. Zwieńczeniem trzy­dniowej imprezy była niedzielna giełda staroci, na której kolekcjo­nerzy upolowali wiele łowieckich cymeliów.

Redakcja

Reklama