fot. commons.wikimedia.org

Myśliwi płacą za ochronę

0
470

Najnowsza fala świato­wej krytyki kierowanej pod adresem myśliwych ma związek z publikacją fotogra­fii amerykańskiego łowcy, któremu dane było zdobyć jedno z najrzad­szych trofeów myśliwskich na świe­cie.

Mowa o markurze a właściwie kozicy śruborogiej (Capra falconeri) zasiedlającej niegdyś cały obszar Himalajów a dziś występujących w wysokogórskich obszarach indyj­skiego Kaszmiru, Afganistanu i Paki­stanu oraz Tadżykistanu i Uzbe­kistanu, a więc obszarów, które w ostatnich latach są sceną krwa­wych konfliktów zbrojnych.

Polowanie na markury śruborogie jest więc obarczone sporym ryzy­kiem, ale przede wszystkim jest bar­dzo kosztowne. Wspomniany łowca za swoją przygodę zapłacił 110 tys. dolarów. Na tym jednak zwykle koń­czą się relacje światowej prasy, która nie wspomina, że wbrew wszystkim okolicznościom historia markurów jest doskonałym przykładem suk­cesu programów ochrony zagrożo­nych gatunków, które opierają się na gospodarce łowieckiej.

Jeszcze w 2011 roku mówiono, że na świe­cie pozostało zaledwie 2500 osobników dorosłych. Dziś światowa popula­cja szacowana jest na 9700 sztuk. Odstrzał jest ści­śle kontrolowany i limitowany, dla przykładu, w ubiegłym roku władze Pakistanu wydały zaledwie 12 licencji. Środki finansowe groma­dzone z polowań finansują lokalne programy ochrony markurów, które powoli odzyskują swoją dawną liczebność i zasięg występowania. Podejście to okazuje się być na tyle skuteczne, że w 2015 roku Między­narodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) usunęła markura z listy gatunków zagrożonych publikowa­nych w międzynarodowej czerwonej księdze.

(AT)