fot. Tomasz Kierzkowski

Myśliwskie uzdrowisko

0
297

Kilka tysięcy widzów, owacje na stojąco dla sygnalistów i sokolników oraz kilkudzie­sięciometrowa kolejka po najzdrowsze i najwykwintniejsze potrawy – dania kuchni myśliwskiej. Tak najkrócej można podsumować piknik ekolo­giczny w Ciechocinku. W wydarzeniu wzięli udział minister rolnictwa i roz­woju wsi oraz parlamentarzyści.

Zamiast Maxi Kaza, o którym przed laty śpiewali nieocenieni T-ra­perzy znad Wisły, w Ciechocinku pojawili się… myśliwi. Celem Kujaw­sko-Dobrzyńskiego Dnia Kultury Rol­niczej, Leśnej i Łowieckiej jest propa­gowanie naszych tradycji i integracja środowisk, które na co dzień współ­pracują ze sobą dla dobra społeczeń­stwa i przyrody.

Imprezę poprzedziła msza święta celebrowana przez kapelana myśli­wych ks. Wojciecha Frątczaka, który w homilii zaapelował o jedność rol­ników, leśników i myśliwych, a także prosił decydentów o poszanowanie polskich tradycji łowieckich i zasad gospodarowania gatunkami zwierząt łownych.

W parku zdrojowym można było podziwiać sokoły i psy myśliwskie, które przyciągały uwagę najmłodszych uczestników imprezy. Można było zapoznać się z sygnałami myśliw­skimi, a także usłyszeć odegrane na instrumentach dętych (w tym rogach myśliwskich) tango z lat 30. XX wieku „Na to jest Ciechocinek”, w aranżacji Krzysztofa Kadleca.

Z uwagą wysłuchano wystąpie­nia ministra rolnictwa i rozwoju wsi Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który podkreślił, że bez myśliwych państwo polskie nie poradzi sobie z afrykań­skim pomorem świń. Według mini­stra, to my jesteśmy odpowiedzialni za walkę z tym groźnym wirusem i na nas spoczywa obowiązek jego likwidacji przez radykalne ogranicze­nie populacji dzików w strefach ASF.

Największą atrakcją imprezy zorga­nizowanej przez ZO PZŁ we Wło­cławku było wspólne gotowanie myśliwskiej zupy gulaszowej, której skosztowało ponad tysiąc kuracjuszy i mieszkańców Ciechocinka. Każdy mógł również spróbować pieczonego dzika i innych darów lasu.

WM / fot. Tomasz Kierzkowski

Reklama