fot. Shutterstock

Na początku był pies

0
202

Wiele osób staje się sympatykami łowiectwa – a nawet myśliwymi! – wkrótce po nabyciu myśliwskiego psa. Dzieje się tak z prostego powodu. Każdy czworonóg ma swoje potrzeby związane z przynależnością do rasy i – aby pozostać w psychicznej równowadze – powinien mieć możliwość ich zaspokajania.

Sztandarowym przykła­dem wstąpienia w szeregi św. Huberta za sprawą psa jest moja znajoma, która przez większość życia była… wege­tarianką. Nie dość, że z całych sił potępiała łowiectwo, to ponadto była przeciwna hodowlom drobiu, trzody, bydła, a nawet ryb, i przekonywała wszystkich dookoła, że ludzie mogą spokojnie żyć bez mięsa. Pewnego razu nabyła wyżełka niemieckiego i… wszystko się zmieniło.

Piesek rósł i przysparzał jej wiele radości, ale też kłopotów związanych z nadmiarem energii, której nie dało się rozładować na zwykłych spacerach. Zgłosiła się więc do behawiorysty. Ten po pew­nym czasie rozłożył ręce i powiedział, że jest to pies myśliwski, więc najlepiej, żeby iść z nim do jakiegoś myśliwego. Miłość do pupila pomogła przełamać niechęć do nemrodów i w ten sposób właścicielka wyżełka rozpoczęła współpracę ze mną. Od kilku lat sama już poluje ze swoimi psami, ponieważ zauważyła, że dopiero łowy dały im poczucie prawdziwego spełnienia.

Pokochać łowiectwo

Do przeciwników łowiectwa można trafi ć z jakimikolwiek argumentami w dwóch przypadkach. Po pierwsze, …(…)

Cały tekst w marcowym numerze “Łowca Polskiego”

Andrzej Wilczopolski

Reklama